czwartek, 20 października 2011

Gdańsk. Stocznia

[Andrzej Braun Lewanty] ...Zaryczały syreny statków. Jednostajny, pośpieszny huk młotów z kadłubowni odprowadzał go tutaj, przyciszony już nieco, i biegł dalej w powietrzu drgającym od upału, nad czerwonymi ruinami domów, nad zielonymi pasemkami drzew, nad wieżami porozbijanych kościołów. Korpusy ich - niby samotne kominy wśród pogorzeliska - spoglądały na oblane słońcem rozsypisko domów, na ramiona ażurowych dźwigów.

7 komentarzy

  1. a czy ta stocznia to jeszcze istnieje? fotki oki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne to! Pozostaje retoryczne pytanie, dlaczego?
    Tyle ludzi, tyle spraw się na to złożyło....

    OdpowiedzUsuń
  3. Taka kolej rzeczy - fabryki, huty, kopalnie i stocznie stają się reliktami. A miejsce świetnie sfotografowane - wybierałem się też tam parę razy, ale zawsze było za mało czasu, i skończyło się na zwiedzaniu bardziej klasycznych miejscówek.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, mój cowakacyjny widok :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie ja z Gdańska wróciłem. Z \Blog Forum 2011.
    Gdańsk to magiczne miejsce! Kocham dwa miasta moją Warszawę i właśnie Gdańsk.
    Zapraszam na fotoreportaż.
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że coś się w tej stoczni jeszcze dzieje. Czasami warto zboczyć z drogi, wejść w chaszcze i cyknąć fotkę.
    Vojtku, fotoreportaż obejrzany, no, znam to z autopsji:)
    Pozdrawiam serdecznie
    Z. K.

    OdpowiedzUsuń