sobota, 30 czerwca 2012

Przed siebie... i kapliczki warmińskie: Mokiny, Nowa Wieś

Przed siebie... i kapliczki warmińskie: Mokiny, Nowa Wieś
Lubię to zdjęcie formatu całej ściany. Zostało zrobione chyba w latach 70. W pewnej szkole wisi do dziś.
Wakacje rozpoczęte. Jakie będą? Oby ciepłe i pełne wrażeń.
U mnie? Czasami chciałbym chociaż raz pobyć w mieście i pooddychać ciszą oraz spokojem letniego Olsztyna. Pewnie marzenie się spełni.
Może jakiś romans z architekturą? Pamiętam jak w dzieciństwie człowiek odliczał dni do wakacji. Później znikał u Dziadków na całe dwa miesiące. Najpierw podróż pociągiem do Ostródy, liczenie stacji, wystawianie głowy za szybę, czekanie na konduktora, później odjazd PKS-em ze stanowiska czwartego, obowiązkowo przedziurkowany bilet zostawał na pamiątkę. To były wspaniałe chwile, cudowne smaki. Truskawki, nie te co dziś, młode ziemniaki z masłem i koperkiem, do tego mleko zsiadłe, jajko sadzone, rarytasy. Czasami trafił się świeży chleb z cukrem i owoce prosto z krzaka, nawet te leśne. Obowiązkowo też rosół przyprawiony lubczykiem z domowym makaronem. Do tego własny pies, kot i rower. Chyba inne to były czasy, teraz nikt tak nie czeka na wakacje. A dziś kapliczki warmińskie z Mokin
i Nowej Wsi koło Butryn.
PS
Wg ostatniego raportu na temat czytelnictwa, aż 25% Polaków z wyższym wykształceniem w ciągu ostatniego roku nie miało kontaktu z żadną książką. Polecam zatem kilka pozycji na upalne wieczory:
Mariusz Szczygieł, Gottland
Jarosław Marek Rymkiewicz, Żmut
Aleksandra Marinina, Kolacja z zabójcą
Paulo Coelho, Weronika postanawia umrzeć
Umberto Eco, Cmentarz w Pradze - wcześniej słuchałem na audiobooku
Filip Springer, Źle urodzeni
Elliott Erwitt's, Paris - o fotografii ulicznej
W okolicy: Kaplica pw. bł. Reginy Protman w Mokinach | Barczewo. Kapliczka przy ul. Mostowej | Tu stacja Biskupiec Reszelski

środa, 27 czerwca 2012

140 lat kolei w Olsztynie. Szyny i bus

140 lat kolei w Olsztynie. Szyny i bus
 - 1 -
 - 2 -
 - 3 -
 - 4 -
 - 5 -
 - 6 -
 - 7 -
 - 8 -
 - 9 -
- 10 -
140 lat kolei w Olsztynie. To pokaźna liczba. Późną jesienią 1872 roku wjechał do stolicy Warmii i Mazur pierwszy pociąg. Była to przełomowa chwila w dziejach miasta. Usytuowanie w Olsztynie dużej stacji i węzła kolejowego stało się podstawą dynamicznego rozwoju miasta na przełomie XIX i XX w. W historii olsztyńskiej stacji były czasy, gdy odprawiano i przyjmowano około 400 składów dziennie, czyli co trzy i pół minuty wjeżdżał na stację lub ją opuszczał pociąg.

Na zdjęciach przeszłość i nowoczesność. Szynobus relacji Ełk-Olsztyn Główny przez Giżycko, Korsze, Czerwonkę w roli głównej. Kabina sterownicza, hala obsługi naprawczej, wieża wodna przy dawnej parowozowni oraz stare koła, wagony, bilety i czerwień drezyny. Jest też tablica pociągu TLK "Pojezierze", dawniej "Tur de Pologne", przemierzającego 971 km w niespełna 17 godzin.

Na urodziny przyjdzie jeszcze kolej. A niebawem zapraszam na spacer wokół wspaniałych bunkrów ochrony kolei w Tomarynach koło Biesala.

sobota, 23 czerwca 2012

Siatka na motyle, początek lata i dzień taty

Siatka na motyle, początek lata i dzień taty
Rusałka pokrzywnik
Listkowiec cytrynek
Ważka czteroplama
Pasikonik zielony
Rusałka pawik
Kolorowe chwile, słodki smak lata i spacer nad rzekę. Do tego reklama. Bardzo ją lubię. Chociaż samochód mam inny. Czas niestety szybko płynie - za szybko.
A weekend na pewno będzie wspaniały. Noc świętojańska, w Olsztynie nocny pokaz Żywego Ognia oraz koncert Elektronicznych Pejzaży Muzycznych, to w ramach święta ulicy Dąbrowszczaków. Jutro polski dzień przytulania, piknik lotniczy w Gryźlinach oraz  parada zabytkowych motocykli. I do tego inauguracja Olsztyńskich Koncertów Organowych. To wyśmienite połączenie. Wszystkiego dobrego.

Uzupełnienie, 24.06.2012 r.:

Ulica (Euro)Kultury - to hasło III święta ulicy Dąbrowszczaków. Olsztyniaków czekały pokazy krav magi, gier, strojów i obyczajów średniowiecznych, zabytkowych pojazdów i przeróżnych gier dla całych rodzin. Serwowano przepyszne ciasta z miodem, regionalne potrawy i spaghetti. Na tę ostatnią zużyto 120 kilogramów makaronu, 45 kilogramów mięsa, 20 kilogramów pomidorów. To krótka relacja z tej imprezy. A na koniec Euro rzeźba w holu olsztyńskiego dworca PKS i moje miłosne wyznanie.

wtorek, 19 czerwca 2012

Bajanie o Łynie

Bajanie o Łynie
Łyna płynie przez Pojezierze Olsztyńskie i Nizinę Sępopolską, w Rosji  zwana jest Ławą, przepływa przez szereg jezior rynnowych oraz kilkakrotnie zmienia swój kierunek. Nazwę Łyna wprowadzono urzędowo w 1949 roku, zastępując poprzednią niemiecką nazwę rzeki - Alle. Oto dwie piękne legendy o tej rzece.
Wg Ireny Kwintowej:
Łyna to córka Króla Jezior, która zakochała się w sierocie Jaśku, który śpiewał najpiękniej na świecie i właśnie z powodu tego śpiewu i piękna pieśni warmińskich, pokochała go wodna panna. Los chciał, że w sieć starego Mateusza, opiekuna Jaśka, trafił nie kto inny a sam Król Tysiąca Jezior i życie swe wykupił obietnicą, że odda młodemu swą najmłodszą i najukochańszą córę za żonę. Surowy ojciec wodnicy, postawił jednak warunek - nigdy już nie będzie wolno wejść Łynie do królestwa wodnego, nie wolno dotknąć jeziornej wody. Zgodziła się Łyna na taki warunek, bo pokochała Jaśka całym sercem i pewnej pięknej nocy przyszła do ubogiej rybackiej chaty, by zamieszkać z mężem. Życie układało im się jak w baśni, byli szczęśliwi, kochali się, aż do chwili, kiedy zły los przygniótł chłopaka ciężkim pniem drzewa.
Na nic były okadzania, maści, zaklęcia znachorów, Jaśko gasł z dnia na dzień, a Łynie krajało się serce. Kiedy chłopak był u kresu sił, postanowiła wodnica spróbować ostatniej rzeczy - w ogrodzie jej ojca, na dnie jeziora, rósł cudowny krzew, którego kwiaty miały moc uzdrawiania. Nie myśląc o konsekwencjach, wskoczyła Łyna do wody i płynęła ile sił, aby zdążyć dotknąć cudownego kwiatu. Serce jej waliło, a po drodze ciągnęły wspomnienia z dzieciństwa, miłość do ojca i rodzimej krainy. Oparła się jednak wszystkim tym myślom i w ostatniej chwili dopadła do krzewu. Dotknęła kwiatu i wymówiła zaklęcie. Kwiat stulił płatki, a Łyna zapłakała ze wzruszenia i radości, że oto Jaśko uradowany. Jednak łzy, których w podwodnym królestwie nie znają, zadźwięczały jak dzwony upadając na dno jeziora. Rzuciła się Łyna do ucieczki, ale dogonił ją głos ojca - "Coś uczyniła nieszczęsna, złamałaś odwieczne prawo i musisz ponieść karę".
Łyna nie reagowała, widziała przed sobą tylko swojego uzdrowionego Jaśka, który wyszedł na brzeg wyciągając do niej ręce. Wzburzyły się wody jeziora i potężny głos obwieścił
- Łyno, za złamanie praw naszych odwiecznych, zamieniona będziesz w rzekę, a jako że tę ziemię miłujesz, obejmiesz ja swoim ramieniem.
Rozpłakała się Łyna na taką surowość ojcową, czy nie widzi Król Jezior, że miłość ją do tego popchnęła, czy to uczucie nie wzrusza ojcowskiego serca? Ulitował się Król Tysiąca Jezior i choć praw odwiecznych wód zmienić nie mógł, to jednak uszanował największe prawo na ziemi - prawo miłości i nie rozdzielił ukochanych. Kiedy stary Mateusz dobiegł na miejsce, u jego stóp wiła się srebrna rzeka, a jej wodę gładziła stojąca nad brzegiem warmińska wierzba.

Wg Marii Zientary-Malewskiej:
Niedaleko obecnej wsi Łyna, stał gród dębowy, warowny, chroniony dodatkowo trzęsawiskami z jednej, a nieprzebytym borem z drugiej strony. Mieszkał tam wódz Prusów, Dobrzyn z żoną Ałną i córką Lalką. Dobrzyn był to pan sprawiedliwy i dzielny, kochali go poddani, kochała go żona i córka. Prostemu, dostatniemu, a pełnemu czułości życiu w grodzie Dobrzyna, zazdrościła żyjąca w pobliskich lasach przewrotna i złośliwa czarownica. Umyśliła sobie kiedyś, ze to wszystko należy się jej synowi, rozbójnikowi Dietrichowi, który był brzydki, próżniak i na kupców jadących leśnymi traktami napadał, zaś pieniądze wszystkie trwonił na hulaszcze zabawy. Któregoś razu, ukryty w przydrożnych krzakach synalek, ujrzał piękną Ałnę jadącą na białym koniu i się na zabój zakochał.
Czarownica, dowiedziawszy się o słabości syna, ukuła podstępny plan. Przygotowała trunek z ziół sekretnych, tylko czartom znanych i dała kucharce Ałny, by ta podała je swojej pani jako napój, który (rzekomo) miał zapewnić jej młodość i długie życie. W rzeczywistości trunek miał odwrócić uczucie Ałny do męża. Łatwowierna kucharka spełniła prośbę jędzy, ale moc napoju zadziałała przeciwnie, Ałna jeszcze więcej kochała Dobrzyna i teraz już na krok go nie odstępowała.
Czarownica wpadła we wściekłość i pieniąc się ze złości, ciskała w stronę grodu największe przekleństwa, te jednak odbijały się od palisady jak kamyki.
Nadeszła zima i gospodarz wraz z gośćmi, którzy licznie odwiedzali gród, wyruszyli na łowy. Plon był pomyślny, a zabawa przednia, jednak niemal u stóp grodu, coś świsnęło z krzaków, rozległ się chichot czarownicy i zatruta strzała wbiła się w ramię Dobrzyna. Jakaż była rozpacz Ałny i Lalki, gdy zobaczyły pobladłego śmiertelnie na trakcie wiodącym do grodu. Zanim koń Dobrzyna doszedł do końca drogi, jego pan już nie żył.
Smutek Ałny nie znał granic, codziennie przesiadywała na grobie swojego męża i tak długo i gorzko płakała, aż się cała w tych łzach rozpłynęła. Najpierw z tych łez powstała strużka, która spłynęła ze wzgórza i podążyła przez las. Do tej strużki dołączyły nowe - łzy dziewcząt opłakujących władykę, cała ziemia warmińska dołączyła do smutku Ałny, jeziora Kiernoz i Łańskie użyczyły jej swych wód i wskazały drogę dalej. Na tę powstałą rzekę najpierw mówiono Ałna, lud zwał ją Łanią, a w końcu została Łyną. Na Jeziorze Łańskim zaś jest wyspa Lalka, po córce Dobrzyna.

sobota, 16 czerwca 2012

Piosenka o Wełtawie

Piosenka o Wełtawie
Wełtawo rzeko błękitna
Dokąd kierujesz swój nurt
Na pola z wolna spoglądasz
A potem spieszysz się tu...

Zatrzymaj bieg choć na chwilę
Na flagę popatrz, na jacht
Powierzę ci tajemnicę
Z którą popłyniesz w dal…
Dziś muzycznie. To był deszczowy dzień, z odrobiną słońca na zachętę. Polubiłem spacery po Pradze z moimi dźwiękami w uszach i zrzędzącym aparatem. Nawet nie żałowałem braku ciekawych ujęć, miejsc i niezapisanego na karcie klimatu tego miasta. Wiem, że wrócę tu jeszcze. Mówiłem tak w Bratysławie, Wilnie i Wiedniu. Są chyba miejsca o których myśli się zawsze, które wirują w pamięci, które śnią się często. I jest to nie tylko Warmia. Widocznie z taką niestałością mi do twarzy. A w ramach dedykacji muzycznej teledysk z Pragą w tle. Do zobaczenia za rok.

środa, 13 czerwca 2012

Olsztyn. Euro i baby pruskie

Olsztyn. Euro i baby pruskie
Olsztyńskie baby w barwach drużyn z Euro 2012
 Baby pruskie przy Starym Ratuszu
 Baba pruska z Barcian na dziedzińcu olsztyńskiego zamku
Baby pruskie to rzeźby przedstawiające mężczyzn wojowników. Posągi trzymają rogi lub kielichy z rogów, co było oznaką władzy. To kamienne pomniki powszechne u ludów tureckich i środkowoazjatyckich. Były ustawiane na grobach kenotaficznych, tzn. takich, w których nie było zwłok, symbolizowały wojowników, którzy zginęli na wojnie, a ich ciał nie odnaleziono. Jeżeli chodzi o baby na terenach pruskich, to nie wiadomo, jaką rolę pełniły, bo żaden posąg nie został odnaleziony w oryginalnym miejscu. Wiadomo, że to świadectwo pogańskości tych terenów, historii i kultury Prus. Mówi się też, że baby miały powstać na zlecenie Krzyżaków po tzw. "kryzysie krucjatowym" w 1283 roku. Do dziś na Warmii i Mazurach zachowało się zaledwie kilkanaście posągów. Najwięcej spośród istniejących znaleziono w okolicach Iławy i Bartoszyc.
Olsztyńska baba pruska to kamienny posąg, który do 1948 roku znajdował się w Barcianach, a współczesne repliki wykonali uczniowie Plastyka. Pierwsze wzmianki o posągu z Barcian są dosyć późne. W 1836 roku odnotowano jego istnienie w książce pastora Behnischa. Z posągiem związana jest legenda o wodzu Barto, który skamieniał z rozpaczy na wieść o zajęciu przez Krzyżaków ziemi barciańskiej.

niedziela, 10 czerwca 2012

Wieś warmińska

Wieś warmińska
Warmia | Okolice Kiwit: Stoczek Klasztorny, Połapin, Rokitnik, Czarny Kierz 
Senna, spokojna, prosta, a może malownicza i zjawiskowa - jak kto woli.  

Jacy byli polscy Warmiacy, gdy ich ziemie stały się częścią Prus? Tak swych rodaków scharakteryzował Warmiak Kazimierz Sieniawski: Charakter Warmianina - Polaka wykazuje wiele stron pięknych: pracowitość i oszczędność, dalej humor w dobrych czasach jak i w niedoli, wesołość i dobroduszność złączoną z pewnym rodzajem bystrości przyrodzonej; wobec obcych, a szczególnie innoplemieńców, okazuje nieśmiałość pewną, choć z natury ma odwagę nieustraszoną i hart duszy i ciała, który często przechodzi w upór niczym niezłamany. Niełatwo przywyka do nowości, choć o jej korzyściach jest przekonany. Podobną ocenę polskojęzycznym Warmiakom wystawił ksiądz Walenty Barczewski w swych słynnych Kiermasach na Warmiji: Ludność warmijska jest głęboko religijna, pracowita, spokojna i nadzwyczaj konserwatywna. Temu konserwatyzmowi mają niemieccy współobywatele nasi do zawdzięczenia przewagę we wszystkich zawodach, lecz temu samemu konserwatyzmowi zawdzięczamy, że lud pozostał polskim, że się oparł wszystkim germanizatorskim zapędom i że na długo jeszcze takim pozostanie.  
Warmiacy, z natury uprzejmi i gościnni, przyjaźnie nastawieni do świata, byli także bardzo tolerancyjni, o czym również nie omieszkał wspomnieć Barczewski, pisząc: Wypada nam wspomnieć o jeszcze jednej właściwości ludu naszego. Lud warmijski sprzyja Żydom. Istotnie, Żydów nie było na Warmii wielu, ale ci co byli, cieszyli się szacunkiem i poważaniem, a lud uważał ich za "swoich". O Żydach warmińskich Warmiacy mawiali: To nasze polskie i katolickie Żydy.
Szymon Drej, Święta Warmia, Olsztyn 2007, ElSet, s.128.