środa, 22 sierpnia 2012

Koleją przez Warmię

Koleją przez Warmię
Dziś zdjęcia nieostre, poruszone, zdjęcia z pędzącego pociągu relacji Iława - Olsztyn. Od Biesala, przez Unieszewo, Naterki, to Warmia. Pola, łąki, lasy i nieliczne zabudowania. To też nieczynne, zaniedbane lub zdewastowane budynki dworcowe, perony i miejsca, które kiedyś tętniły życiem. Przykro patrzeć na to wszystko. Smutna rzeczywistość, pusty, stukoczący pociąg oraz pisk hamowania. Postoje, dźwięki, zamknięte rogatki, oczekiwanie samochodów na przejazd, wirowanie traw, wystawianie głowy przez okno, czekanie na konduktora, gwizd. Uwielbiam takie głupstwa.
A po drodze fortyfikacje w Tomarynach, które znajdują się przy moście kolejowym nad rzeką Pasłęką. To dwie wieże strzelnicze pochodzące z XIX w. O nich innym razem, dziś zapowiedź.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Frombork. Małe miasto - wielka przestrzeń

Frombork. Małe miasto - wielka przestrzeń
To moja kolejna wizyta we Fromborku. Bardzo lubię wchodzić po tych schodach i oglądać z wieży zielono-niebieskie tereny okraszone czerwienią cegieł. Lubię też posiedzieć przy pomniku Kopernika, w pełnym blasku sierpniowego słońca, z gwarem turystów obok. Myślę wtedy, że na niejednym zdjęciu zostałem uwieczniony. I lubię patrzeć na fale, które kołyszą bezbronne żaglówki umocowane do brzegu. Chciałbym kiedyś popłynąć w nieznane, przed siebie, za plecami mieć to miasto, a na dziobie wielką, lapidarną przestrzeń.
Frombork to pierwsza stolica Warmii. Zwany był  Civitas Warmiensis (Miasto Warmińskie), a prawa miejskie nabył w 1310 roku. Tu przez 33 lata żył i pracował Mikołaj Kopernik. Mieszkańcy Fromborka zajmowali się głównie rybołówstwem i rolnictwem, a rzemieślnicy świadczyli usługi dla kanoników i służby kościelnej. W 1899 r. uruchomiono linię kolejową łączącą miasto z Elblągiem i Braniewem, a dalej z Królewcem (Kolej Nadzalewowa, linia nr 254). W wyniku drugiej wojny światowej miasto zostało zniszczone w 80%. Odbudowa Fromborka przebiegała pod kryptonimem Operacja 1001-Frombork i brało w niej udział 2391 instruktorów i harcerzy. Poniżej rycina Krzysztofa Hartknocha z 1684 roku ukazująca dawny Frauenburg.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Deszcz w Cisnej, zachód w Bredynkach

Deszcz w Cisnej, zachód w Bredynkach
Bredynki to wieś na trasie z Biskupca do Reszla. Mojej ulubionej trasie. Pełnej serpentyn ze złocistymi polami, zielonymi łąkami oraz reszelską wieżą kościelną w tle. Nazwa wsi związana jest z pruskim słowem braydis - łoś. To tu nauczycielem w polskiej szkole był Jan Liszewski - założyciel Gazety Olsztyńskiej. W Bredynkach, pod numerem 66, znajduje się chałupa warmińska z początków XX w.
Zatrzymałem się tu na chwilkę. 
Przeczekałem porywisty wiatr, niszczący wszystko grad i ulewny deszcz. Pani Halina straciła podczas tej nawałnicy szyby w oknie na strychu. Padało przez dwie godziny. Od razu pomyślałem o Cisnej z piosenki Prońko. Później mżyło, na krzyżówce przysiadł ptak, a krople deszczu uderzały głucho o dachówki stodoły.
Za to wieczór sprawił mi największą radość. Nawet przestałem się gniewać na pogodę.

Bardzo lubię zachody słońca (...) 
Pewnego dnia oglądałem zachód słońca czterdzieści trzy razy - powiedział Mały Książę, a w chwilę później dodał - Wiesz, gdy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca.

środa, 1 sierpnia 2012

Stoczek Klasztorny. Lato na wsi i wszechobecna natura

Stoczek Klasztorny. Lato na wsi i wszechobecna natura
Wbrew pozorom latem na wsi dzieje się bardzo dużo. Przynajmniej mi dni uciekają przez palce. Tu czas odmierzają wschody i zachody słońca, burze oraz codzienna zwykła krzątanina. Kocham taki stan.
Sianokosy, żniwa, zbieranie ogródkowych plonów. Do tego rowerowe eskapady, kąpiel w jeziorze, karmienie królików i zbieranie grzybów. Czasami ucieczka przed deszczem lub wyjazd do Lidzbarka prawdziwym pekaesem z szalejącymi od wiatru zasłonkami. Tylko tyle i aż tyle. W zasadzie brakuje mi trochę nowoczesnych gadżetów. No, ale za to mam codzienne bocianie klekotanie nad głową, wróble krzyki oraz wszechobecną naturę.
W Dywitach pod Olsztynem trafiłem na zawody balonowe*, jechałem klimatyzowanym kombajnem, jadłem najlepsze na świecie pierogi, a do tego trochę imprezowałem - w plenerze oczywiście. Bo to i Lidzbarskie Wieczory Jazzowe i Kiermas św. Małgorzaty. A kapliczka z Tolnik Wielkich przypomina mi o smaku miodu lipowego w jednym z agroturystycznych gospodarstw. Nie zapomniałem też o spacerach po stoczkowskich łąkach okraszonych cykadami.
W ogródku wszystko rośnie na potęgę. Moje ulubione dynie wyszły już dawno za swój rewir i dumnie rosną na trawniku, por ściga się na centymetry z selerem, słoneczniki poszybowały pod dach, a zielony groszek kąpie się w słońcu wyginając tyczki. Uprawianie warzyw sprawia mi ogromną przyjemność. Jedzenie oczywiście też. Bo kto odmówiłby sobie miski sałaty z rzodkiewką i winegretem lub młodej fasolki szparagowej polanej roztopionym masłem. Do tego pajda chleba na zakwasie i obiad gotowy. Oby lato trwało jak najdłużej!
Zdjęć dziś dużo. Ale jak tu nie oprzeć się pasji fotografowania. Przyroda szaleje, wszystko żyje. Temperatury dają się też we znaki i tylko poranki są ożywcze. Może jeszcze mrożona kawa o świcie. A wieczorem zapach maciejki elektryzuje cały taras, wdzierając się powolnymi krokami do domu. Od stawu natomiast czuć przyjemny chłód oraz słychać delikatne muskanie ryb o taflę wody. Jest jeszcze bicie dzwonów, które cichną z każdą upływającą sekundą. Takie jest moje lato w Stoczku. Słonecznego sierpnia!

* Balony widziałem będąc w Dywitach, Dobrym Mieście, Jezioranach oraz o poranku w Olsztynie w ostatni weekend lipca. Towarzyszenie załodze podczas zawodów kosztowało 500 zł. Wolę jednak swoje przyziemne tereny.