czwartek, 26 listopada 2015

Przez most | Wilk

Przez most | <i>Wilk</i>
Lubię małe, pochowane w lasach wioski Warmii i Mazur. Dominuje tu cegła, pokryta często drewnem obowiązkowo w ciemnym kolorze. Do tego moje ukochane podniebne stodoły, w których jako dzieciak spałem lub skakałem z miękkiego siana wprost na klepisko. Siadałem często na najwyższej belce i machałem gołymi nogami, ot takie nicnierobienie. 
Na dachach stara, pokryta mchem dachówka, w obejściu inwentarz lub majestatyczne drzewa. W każdej niemal wiosce ruiny jakiegoś domu, zapadające się stodoły, rzędy drewna na opał. 
Tereny tu biedne, zatem niezaśmiecone nowobogackim polbrukiem, betonowymi kolumnami oraz ogromną furą przed domem. Oby jak najdłużej, oby długo jeszcze tak.



















Hłasko napisał Wilka. Zrobił to ponad 60. lat temu. Wilk, który był jego debiutem literackim, ukazuje historię chłopaka z Marymontu, dorastającego w dwudziestoleciu międzywojennym. Bohater powieści mieszka w biednej dzielnicy, bywa wśród złodziei i bezrobotnych, bezustannie marzy o lepszym życiu. Jest zapatrzony w westerny, szuka dla siebie wzorców do naśladowania, chce zmienić swoją rzeczywistość. Ulotnym wybawieniem staje się wstąpienie do partii. To książka smutna, uderza w beznadziejność życia w przedwojennej Polsce, piękna zarazem, mądra w przemyślenia, troszkę nawiana i aż dziwi, że napisał ją niespełna dziewiętnastoletni chłopak.
Wilk odkryty został po latach przez magistranta, Radosława Młynarczyka. Zaliczkę za ten tekst Marek Hłasko wziął w 1954 roku. Pobrał ją, ale tekstu do wydawcy nie dostarczył. Odnaleziono go w 2015 roku i ten właśnie rok bez wątpienia należy do Hłaski.
A skąd ten pisarz tu? Nazwa bloga została zaczerpnięta (z subtelną modyfikacją) z opowiadania Marka Hłaski, którego twórczości poświęciłem kilka lat mojego życia. Autor ten miał być tematem przewodnim mojej przygody z blogowaniem. Jednak po kilku miesiącach wiele się zmieniło – tytuł pozostał.

Człowiek jest biedny i słaby, i nic zupełnie nie znaczy. Płynie się tygodniami i tygodniami człowiek się dręczy. Potem jest port i wszystko, czego człowiek pragnął, okazuje się po prostu śmieszne, okazuje się, że i bez tego można żyć doskonale. A potem znów się płynie. M. Hłasko, Port pragnień


Wilk ukazał się nakładem wydawnictwa Iskry. Polecam.

piątek, 20 listopada 2015

Pochylnie Kanału Elbląskiego | Buczyniec /2/ oraz weekend w Drulitach

Pochylnie Kanału Elbląskiego | Buczyniec /2/ oraz weekend w Drulitach



Kanał Elbląski to prawdziwy cud techniki na owe czasy. Cały system ogromnych wózków na pochylniach poruszany jest bez użycia prądu ani maszyn parowych. Do działania kołowrotów, lin, wyciągarek oraz platform sunących po szynach służy siła spadającej wody. Kanał  to też cztery śluzy, bramy ochronne, jazy, mosty, nasypy, przekopy i pomysłowe sposoby zasilania kanału w wodę, które prowadzą przez dwie krainy geograficzne: Żuławy Wiślane i Pojezierze Iławskie. Za jego początek przyjęto rzekę Elbląg.







Kanał Elbląski w połowie XIX w. pełnił ważną rolę gospodarczą, przyczyniając się do rozwoju pojezierzy Ostródzkiego i Iławskiego oraz ich komunikacji z portami w Gdańsku i Elblągu, do których przewożono głównie płody rolne oraz drewno. Rozwój transportu kolejowego (zwłaszcza po 1872, kiedy przez Ostródę przeprowadzono linię Poznań – Toruń – Olsztyn – Wystruć) i później samochodowego wpłynął na zmniejszenie przewozów towarowych na kanale i już w latach 30. XX wieku był on wykorzystywany jedynie przez turystów.
W tym roku rejsy ze względu na niski stan wody odbywały się tylko na odcinku Elbląg-Buczyniec. Cena biletu wynosiła 129 zł.

Rower wypożyczony, na psa urok to damka z koszykiem zakupowym, okolica zwiedzona, zatem mogę polecić weekend w pobliskich Drulitach. Działa tu wspaniałe gospodarstwo agroturystyczne, w którym karmią prawie jak u mamy. Znajdziecie bez problemu. A w Drulitach znajduje się pałac rodziny Krahmer, wybudowany w 1853 w stylu neoklasycystycznym jako siedziba tego pruskiego rodu. Folwark przez lata użytkowało PGR, które zostawiło..., wiadomo co zostawiło.


W oddali fioletowa facelia błękitna, przy brzegach pola osty, a nieopodal para bekasów, które tak dziwnie trzeszczały.

Tyle dobrego. Buczyniec i Drulity mówią dobranoc, bekasy na noc.

sobota, 14 listopada 2015

Obrazowy terroryzm

Obrazowy terroryzm
Przypominam miejsce akcji. To Reszel w deszczowy dzień. Ulicami smętnie podążają przechodnie, kominy wypluwają szary dym, liście pachną wodą, a dzwony biją miarowo. Zza kamienic słychać urywające się słowa pieśni żałobnej. Fascynuje mnie taki stan. Poniżej 20 obrazów, które znalazłem w tym mieście. A w Reszlu wąskie uliczki, kocie łby, obskubany tynk, zmurszała cegła, popękane dachówki, a nawet litrowe słoiki zamiast kloszy. Dziś nie wysyłam wymuskanych w Photoshopie pocztówek, dziś wysyłam prawdę, świętą prawdę.