sobota, 25 czerwca 2016

Cała rzecz w tym żeby żyć, w tym cała rzecz...

<i>Cała rzecz w tym żeby żyć, w tym cała rzecz...</i>
Miłomłyn / Bynowo / Karnity / Buczyniec
Witajcie w wakacje, czas przez mnie oczekiwany, upragniony i wprost wymodlony. Tak to bywa, gdy praca ciąży jak cholera. W tych okolicach naprawdę da się wypocząć i na to czekałem od kilku miesięcy. Zostawiam Warmię za plecami i na dwa tygodnie zapraszam do krain wodą i miodem płynącą, na Pojezierze Iławskie i Mazury. Zaczniemy od końca, od statków na wodzie, kościoła i zamku. A w miłomłyńskim kościele wystrój ślubny. Wesele było na cztery fajerki, ale to już rodzinne sprawy. Zapraszam na relację.
Pojezierze Iławskie, w tym Buczyniec, wraz z Garbem Lubawskim tworzy region mylnie nazywany Mazurami. Większa część Pojezierza Iławskiego dawniej wchodziła w skład krainy historycznej nazywanej Prusami Górnymi, Oberlandem lub Hockerlandią. Pozostałością po tej nazwie jest niemieckie określenie Kanału Elbląskiego Oberländischer Kanal.
Co tu dużo pisać. Każdy, kto jechał statkiem po Kanale Elbląskim wie, ile trwa taka wyprawa, jak bardzo jest powolna i męcząca. Jedyną rekompensatą są widoki, czyli bezkres natury, pola Żuław i jeziora Pojezierza Iławskiego. Pamiętam, że jako dzieciak stawałem na moście, zdjęcie poniżej, i patrzyłem na przejeżdżający pod nim statek wycieczkowy. Następnie pędziłem na rowerze do ośrodka wypoczynkowego elbląskich wodociągów i zjadałem smaczny obiad, z dokładką od serca. Miałem taką możliwość, gdyż w kuchni pracowała moja babcia. Wieczorem rower i ja wracaliśmy z kucharkami szarym żukiem, który pachniał paliwem, miał trzeszczące resory i pozostawiał za sobą ogon drogowego kurzu. Następnego dnia przygoda rozpoczynała się od nowa.
Miłomłyn to miasto nad Kanałem Elbląskim, trójstyk szlaków wodnych, ze śluzą, kościołem parafialnym pw. św. Bartłomieja z 1901 roku, gotycką dzwonnicą z XIV w., która obecnie poprzez arkadowy łącznik połączona jest z resztą kościoła. We wnętrzu późnobarokowy ołtarz główny, ręcznie rzeźbiona ambona z XVIII w. oraz witraże. Podziwiam fotografów ślubnych, taka kościelna ciemność jest zatrważająca. Powyżej też kanał w Miłomłynie Zaułek Nadleśny oraz budynek z murem pruskim. Przepływają tędy statki o wdzięcznych nazwach Cyranka i Cyraneczka. A warta zobaczenia jest również  zabudowa małomiasteczkowa z XVIII I XIX w.
Pierwotna nazwa Miłomłyna to "Młyn nad Liwą". Związana jest ona z pobliską rzeką i młynem wodnym. Herb miasta przestawia zębate koło młyńskie. Miasto w latach 1568-1587 było siedzibą ewangelickich biskupów pomezańskich, w następnych latach zostało spustoszone przez dżumę, Szwedów oraz czerwonoarmistów.
Powyżej niecka śluzy w Miłomłynie, miejsce krzyżowania się szlaków wodnych, w lewo Iława, w prawo Ostróda. Występuje tu też punkt odniesienia kierunku szlaku żeglugowego, raper 0,0 km. Niżej kapliczka w Bynowie.
W Karnitach pałac-zamek oraz jezioro Kocioł. Zespół pałacowo-parkowy z neogotyckim budynkiem został wzniesiony w 1856 roku, w miejscu spalonego podczas wojen polsko-szwedzkich dworu. Główne wejście ozdobione jest arkadowym podcieniem z bogato zdobioną balustradą znajdującego się nad nim tarasu. Elewacje zostały wieńczone pseudokrenelażem, a ryzality i naroża sterczynami.
Kapliczka w Karnitach oraz obłe pola pełne złota. No jest pięknie. Tu nawiązanie do tytułu posta.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Przystanek Mazury / Zimna Woda, Jedwabno, Dłużek

Przystanek Mazury / Zimna Woda, Jedwabno, Dłużek
Mazury. W tradycji ludowej ustalił się podział tego regionu na trzy części: Mazury Piaszczyste okolice Szczytna, Mazury Kamieniste okolice Orzysza i Mazury Garbate okolice Gołdapi, Wzgórza Szeskie. Pierwszą część przemierzam na rowerze dosyć często. Zatem dziś opuszczamy miejski beton i przedwakacyjnie wędrujemy po piaskach Mazur. A pogoda, jak zaraz się przekonacie, zmienną potrafi być niczym kobieta.
W Zimnej Wodzie wpadamy nad jezioro Trzcinowe, zaraz obok piaszczystą drogą dojeżdżamy nad kolejny akwen. Wieś otoczona jest przez jeziora Czarne, Szewc, Szewczyk, Trzcinowe oraz Omulew. Nad tym ostatnim zlokalizowany jest Ośrodek Wypoczynkowy MON. W samej wsi znajduje się kamienny kościół zbudowany w 2004 roku przy wsparciu finansowym myśliwych i leśników. Co 2 lata odbywają się tu wojewódzkie obchody święta św. Huberta. Wnętrze świątyni zdobią poroża, z nich również wykonane są żyrandole. Oczy psa mówią: "Czy mogę rozprawić się z tym butem? Proszę, proszę". A wczesne jeżyny skradzione z ogrodu... Przepraszam właścicieli.
Przybyliśmy do Jedwabna. Herb gminy przedstawia zamek z wieżami, na których siedzą dwa czarne kormorany. Zamek symbolizuje istniejący tu kiedyś gród obronny pruskiego plemienia Galindów, a czarne kormorany to ptaki charakterystyczne dla tego regionu. Warto zwrócić uwagę na kościół parafialny pw. św. Józefa zbudowany z czerwonej cegły w 1930 roku. Obok plebania, za kościołem cmentarz. Są też zabytkowe chaty mazurskie. Tego dnia burza dokonała wielu zniszczeń. Woda płynęła po ulicy niczym korytem pobliskiej Omulwi, a drzewa łamały się jak zapałki. Na zdjęciu pozostałość po stuletniej lipie. Przydał się oczywiście samochód kolegi, który ukrył naszą czwórkę. Było groźnie, pioruny uderzały nieopodal chyba z trzydzieści razy.
W Dłużku moje ulubione jezioro o tej samej nazwie, Bar pod Szczupakiem tu zaopatrzyłem się w chłodzący napój, mam sentyment do tych małych butelek, a dalej już owoce lasu i zabytkowa aleja dębów przy szosie nr 58.

Czytam ostatnio O Mazurach Wojciecha Kętrzyńskiego i pozwolicie, że zacytuję. Wdowy, które by dłużej niż kilka tygodni po śmierci męża zostały niezamężne, rzadko tu znajdziesz. Umiera gospodarzowi zamożnemu żona, wtedy natychmiast wprowadza się do niego byle jaka kobieta, która sobie wszystkie prawa żony wobec męża przywłaszcza. Dzieje się to często nawet w dzień pogrzebowy. 
Młody jakiś wdowiec z Pietrasz, gospodarz, zamówił sobie w taki sposób młodą, zamożną panienkę z Kowalewska, która dotąd jako dziewczyna porządna wszędzie była poważana. Zanim jednak do swego narzeczonego się wprowadziła, poszła ona wraz z przyszłą teściną, kobietą jeszcze rześką i przeszło 3000 talarów majątku mającą, do księdza, aby uzyskać do tego kroku jego pozwolenie. Ksiądz opierał się temu stanowczo, ale bezskutecznie. Parę dni później przeniosła się do przyszłego swego męża, a choć ją tenże często wysmagał i za dom wyrzucał, ona pomimo to na obranem miejscu mężnie aż do ślubu wytrzymała.