piątek, 20 stycznia 2017

Archeologiczna mapa Olsztyna, 224 km dalej Warszawa da się lubić /2/

Po pierwsze. Smog jest wszędzie i od dawna. Piszę o tym, bo usłyszałem wczoraj, że to zjawisko ostatnich kilku lat. Nie wiem czy wiecie, ale już 8 grudnia 1952 roku, pierwszego dnia Wielkiego Smogu, zarząd komunikacji publicznej Londynu donosił o całkowitym paraliżu ruchu autobusów. W najgorszych momentach smog był tak gęsty, że komunikacja na powierzchni zamierała. Pasażerowie przenosili się do metra, które również zostało sparaliżowane. Zdarzył się przypadek przerwania przedstawienia ulicznego, bowiem widzowie przestali widzieć aktorów. Ze względu na fakt, że Londyn jest znany z mgieł, dużej paniki wśród mieszkańców nie odnotowano, jednakże naliczono ponad 4 000 zgonów wywołanych komplikacjami oddechowymi powstałymi w wyniku wdychania smogu. Większość ofiar stanowili ludzie młodzi lub osoby w podeszłym wieku. W ciągu kolejnych tygodni na ostrą niewydolność oddechową zmarło kolejne 8 000 osób. Głównym czynnikiem okazały się siarczany, które spowodowały, że mgła zamieniła się w gęsty, nieprzezroczysty i śmierdzący smog. Polecam ciekawy artykuł: Polacy i Bułgarzy oddychają najbardziej trującym powietrzem w Europie.
Po drugie. Jak wyglądał Olsztyn 200 lat temu? Muzeum Warmii i Mazur na swoich stronach internetowych udostępniło mapę stanowisk archeologicznych odkrytych w ciągu ostatnich 100 lat na terenie Olsztyna i sąsiadujących z nim gmin. Obecnie na mapie jest ponad 400 stanowisk i 500 zabytków. Wirtualna mapa umożliwia poznanie zabytków i miejsc ich odnalezienia, prezentuje też miejsca badań archeologicznych z ostatnich stu lat, dokumentujące ślady pozostałe po ludności zamieszkującej te tereny od epoki kamienia. Tu przeniesiecie się na stronę MWiM w Olsztynie.
Po trzecie. Taka Warszawa. Da się ją polubić. Kilka okolicznościowych zdjęć miejsc i detali, które zapewne dobrze znacie, no bo kto nie zna stolicy, no kto. Można zabawić się w opisy tych miejsc, ale można też posłużyć się moją ulubioną lekturą. Najpopularniejszą powieścią o Warszawie jest przecież Lalka Bolesława Prusa. W Warszawie są tablice upamiętniające domy, w których mieszkały literackie postaci, jest księgarnia nazwana imieniem pisarza, kiedyś był sklep Lalka, a w 1977 roku odsłonięto pomnik Prusa. Cytaty pochodzą z wydania: Bolesław Prus, Lalka, oprac. J. Bachórz, Ossolineum, Wrocław 1998.
Wkoło obszedł gmach myśląc o Warszawie. Z jakim trudem dźwigają się tamtejsze budowle nieduże, nietrwałe i płaskie, gdy tu siła ludzka, jakby dla rozrywki, wznosi olbrzymy i tak dalece jest niewyczerpana pracą, że jeszcze zalewa je ozdobami. Na parterze – szereg arkad i posągów, na pierwszym piętrze olbrzymie kolumny kamienne i nieco mniejsze marmurowe, ze złoconymi kapitelami. Na wysokości dachu w kątach orły i złocone posągi, unoszące się nad złoconymi figurami rozhukanych koni. Dach bliżej płaski, dalej kopuła zakończona koroną, a jeszcze dalej – dach trójkątny, również dźwigający na szczycie grupę figur. Wszędzie marmur, brąz, złoto, wszędzie kolumny, posągi i medaliony…
Zatrzymał się w połowie drogi i patrzył na ciągnącą się u jego stóp dzielnicę między Nowym Zjazdem i Tamką. Uderzyło go podobieństwo do drabiny, której jeden bok stanowi ulica Dobra, drugi – linia od Garbarskiej do Topieli, a kilkanaście uliczek poprzecznych formują jakby szczeble.
Tymczasem na ulicy budził się szmer i za szybami sklepu coraz częściej przesuwali się przechodnie. To służąca, to drwal, jejmość w kapturze, to chłopak od szewca, to jegomość w rogatywce szli w jedną i drugą stronę jak figury w ruchomej panoramie. Środkiem ulicy toczyły się wozy, beczki, bryczki – tam i na powrót… Coraz więcej ludzi, coraz więcej wozów, aż nareszcie utworzył się jeden wielki potok uliczny, z którego co chwilę ktoś wpadał do nas za sprawunkiem.
Tu jest błotnista ulica Radna, tam Browarna. Na górze spoza nagich drzew wyglądają żółte gmachy uniwersyteckie; na dole parterowe domki, puste place i parkany, a niżej –  Wisła. Nad samym brzegiem Wisły leżał stos belek. Wokulski uczuł znużenie, siadł i patrzył. W spokojnej powierzchni wody odbijała się Saska Kępa, już zieleniejąca, i praskie domy z czerwonymi dachami; na środku rzeki stała nieruchoma berlinka. Nie większym wydawał się ten okręt, który zeszłego lata widział Wokulski na Morzu Czarnym, unieruchomiony z powodu zepsucia się machin.
W czerwcu fizjognomia Warszawy ulega widocznej zmianie. Puste przedtem hotele napełniają się i podwyższają ceny. Na ulicach, w ogrodach, teatrach, w restauracjach, na wystawach, w sklepach i magazynach strojów damskich widać figury nie spotykane w zwykłym czasie. Są nimi tędzy i opaleni mężczyźni w granatowych czapkach z daszkami, w zbyt obszernych butach, w ciasnych rękawiczkach, w garniturach pomysłu prowincjonalnego krawca. Towarzyszą im gromadki dam, nie odznaczających się pięknością ani warszawskim szykiem, tudzież niemniej liczne gromadki niezręcznych dzieci, którym z ust szeroko otwartych wygląda zdrowie. Jedni z wiejskich gości przyjeżdżają tu z wełną na jarmark, drudzy na wyścigi, inni, ażeby zobaczyć wełnę i wyścigi; ci dla spotkania się z sąsiadami, których na miejscu mają o wiorstę drogi, tamci dla odświeżenia się w stolicy mętnej wody i pyłu, a owi męczą się przez kilkudniową podróż sami nie wiedząc po co.
Zobacz: 224 km dalej Warszawa da się lubić /1/
Kolejno: PKiN; pomnik siłacza z ulicy Brzozowej, nieopodal tarasu widokowego znajdującego się na Górze Gnojnej. Autorem Siłacza jest Stanisław Czarnowski (1872-1919), który za swoją rzeźbę otrzymał nagrodę Akademii Petersburskiej. Pomnik został odsłonięty w 1908 r.; wodozbiór w kształcie rotundy wzorowany na świątyni Westy w Tivoli oraz późnoklasycystyczna fontanna w Ogrodzie Saskim autorstwa Henryka Marconiego z 1855 r., na tyłach Grobu Nieznanego Żołnierza; barbakan wzniesiony około 1548 w pasie warszawskich murów obronnych jako przedbramie Bramy Nowomiejskiej Starego Miasta; Mariensztat, staromiejskie uliczki, bramy i wystawy sklepowe, w tym kamienica z rzeźbą mieszczki warszawskiej przy ul. Świętojańskiej 11 oraz płaskorzeźba Mazovia wykonana w 1966 roku przez Edmunda Majkowskiego przy ulicy Celnej; Muzeum Adama Mickiewicza; Collegium Novum Uniwersytetu Warszawskiego; mozaikowa ściana kamienicy wykonana przez zespół Zofii Kowalskiej w latach 1956-60, budynek przy ulicy Mostowej. Wokół inne polichromie i mozaiki dekorujące kamienice. Dekoracją staromiejskich kamienic zajmowali się artyści związani z kręgiem polskiej awangardy, między innymi: Roman i Zofia Antrymowscy, Edmund Burke, Zofia Kowalska, Krystyna Kozłowska, Jacek Sempoliński, Jan Seweryn Sokołowski, Bohdan Urbanowicz, Jan Zamoyski, Hanna i Jacek Żuławscy; rzeźba w kamienicy pod Żaglowcem przy  Siennej 45; księgarnia Państwowego Instytutu Wydawniczego została otwarta w maju 1952 roku jako Dom Książki. Swoją obecną nazwę uzyskała 16 maja 1962 roku w 50. rocznicę śmierci Bolesława Prusa.

14 komentarzy

  1. Jak ja lubię to zaglądać! Piękne zdjęcia I tyle ciekawych treści ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyjemnie było przespacerować się po Warszawie razem z Wokulskim.
    Jesienią czytałam tę powieść, więc mam całkiem świeżo w pamięci.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W moim mieście nie ma nawet zamku, bo tam, gdzie wg archeologów powinien być, wybudowano piękną bibliotekę miejską i pedagogiczną. Z kolei na deptaku są wmurowane w płyty deptaka mosiężne tablice z informacją, że w tym miejscu była taka a taka brama.
    Co do smogu, to wole się nie wypowiadać, bo to światowa tragedia.
    Wyobraź sobie, że kiedyś pisałam pracę semestralną na temat Warszawy w powieści Prusa "Lalka". Jednak pan doktor nie pytał mnie z Warszawy, lecz z tego, co stało pod łóżkiem Rzeckiego, jakby to było najważniejsze w powieści.
    Szkoda, że wtedy nie było komputerów, pracę pisałam ręcznie w jednym egzemplarzu, który został na uczelni i nie mam kopii.
    Cieplutko pozdrawiam z temperaturą +2 stopnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałem pytania o szczegóły z lektury, tyle że z "Przedwiośnia". I pamiętam to maszynowe stukanie, niepowtarzalny trud, ale i piękny efekt. Pozdrawiam z temperaturą -4 stopnie.

      Usuń
  4. Ale piękny skrót o moim mieście rodzinnym! Gratulacje! Ja bym tego nie wymyślił:) W pałacu Kultury to ja byłem jako dziecko na zabawie karnawałowej a potem chodziłem tam na basenie na kurs ratownika wodnego i tam zdałem egzamin. Wspaniały basen z wieżami do skakania.
    Pozdrowienia z Warszawy
    Vojtek z Żoliborza

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomysł na wplecenie cytatów z "Lalki" w poszczególne zdjęcia , jest rewelacyjny. Czasami chciałbym zobaczyć Zakopane oczami Witkiewicza, czy Sandomierz z lat 50-tych, jaki został opisany w "Rzeczach. Iwaszkiewicz intymnie". I Głogów przedwojenny oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietny pomysł na Warszawę. No i "Lalka" Prusa, czy można to zrobić ciekawiej?
    Podziwiam pomysł i zdjęcia...

    OdpowiedzUsuń
  7. Z pewnością Warszawa da się lubić.
    Szczególnie rodowici Warszawiacy ją lubią.
    A nawet kochają.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to wewnętrzny optymizm, czyli lubienie swojego miejsca życia. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Ciekawy wpis a zdjecia rewelacyjne serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. W lutym wracam, zapraszam i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy30/1/17

    Nigdy nie byłem w Warszawie jako turysta.Byłem tylko służbowo kilkanaście razy.Odbywając służbę wojskową jeździłem po"super tajne"części do stacji radiolokacyjnych(tyratrony,magnetrony).Dostawałem dwóch żołnierzy jako obstawę.Oczywiście byli uzbrojeni w AK,bez ostrej amunicji.Czułem się jak"Bond 07",ale do momentu jak jeden z żołnierzy"poszedł w długą".Zwiedzałem później Warszawę z żandarmerią wojskową przez dwa dni,ale żołnierz przepadł.Już do jednostki nie wrócił.Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli takie przygody tylko w Warszawie :) Pozdrawiam

      Usuń

| Copyright © 2007/17 Kochamy Warmię |