piątek, 29 czerwca 2018

Wschody/zachody i #ukielove

Wschody/zachody i #ukielove
Zniknąłem. Zaszyłem się gdzieś na dobre. 
Jednak powoli wracam do świata żywych, odzyskuję siły i wenę. 
Miniona połówka roku dała mi porządnie w kość i dziś już wiem, że praca nie jest tego warta. Że trzeba mieć do wszystkiego dystans, mierzyć siły na zamiary, dbać o siebie, kochać. 
To takie poszpitalne wnioski.
Zatem wracamy do magicznego świata, kochamy Warmię i szanujemy siebie.

czwartek, 21 czerwca 2018

Lato

Lato

niedziela, 3 czerwca 2018

Pozdrowienia z Ornety. Od smoka w herbie miasta po najstarszy dzwon na Warmii

Pozdrowienia z Ornety. Od smoka w herbie miasta po najstarszy dzwon na Warmii
Pierwsze wzmianki o Ornecie pojawiają się już 12 sierpnia 1308 roku. Znajduje się  tu najstarszy dzwon na Warmii, bo z 1384 roku. Jest umieszczony na wieżyczce ratusza wybudowanego w 1375 roku. Przez wieki ten budynek był nieznacznie przebudowywany. Kilka kroków dalej stoi kościół pw. św. Jana Chrzciciela z charakterystycznymi smoczymi gargulcami. Legenda o smoku z Ornety głosi, że był to potwór pożerający nie tylko zwierzęta, ale także kobiety i dzieci. Wielu rycerzy, którzy próbowali uwolnić od niego miasto, padało w walce, aż wreszcie jednemu z nich udało się zabić smoka. A gdzie dziś są orły, sokoły, herosy? Tydzień w Ornecie, czemu nie.

poniedziałek, 28 maja 2018

Fotografia w podróży

Fotografia w podróży
Czasami jeżdżę po Warmii w sprawach zawodowych, przy okazji zaglądając tu i tam. Nie wiem dlaczego, ale mam wówczas w głowie Stepy akermańskie Mickiewicza. Wiadomo, natura wygrywa tu z ludźmi w wielu przypadkach. I to jest piękne, i to lubię. 
Dziś podróż i fotografia, wiosna i lato, wszystko w końcówce maja na Warmii.

niedziela, 20 maja 2018

Kościoły gminy Kiwity

Kościoły gminy Kiwity
W Kiwitach mieszka ok. 500 osób. Wieś położona jest na trasie Lidzbark Warmiński-Bisztynek. Miejscowość powstała w 1308 roku, a już trzy lata później została zniszczona przez oddział Witenesa, wielkiego księcia litewskiego, brata stryjecznego Giedymina. Kiwity ponownie lokował w 1319 biskup warmiński Eberhard z Nysy. Funkcjonował tu znany w okolicy młyn i karczma.

wtorek, 8 maja 2018

Stary Olsztyn /2/. Rejencja pruska w Olsztynie

Stary Olsztyn /2/. Rejencja pruska w Olsztynie
Gmach wybudowano w latach 1908–1911 na potrzeby urzędu Rejencji Olsztyńskiej (Regierungsbezirk Allenstein) wydzielonej w południowej części Prus Wschodnich w roku 1905. W gmachu urzędował prezydent Rejencji oraz inni jej urzędnicy, znajdowały się taż kasy ubezpieczeń społecznych oraz mieścił się Urząd Powiatów Prus Wschodnich. Główną część budowli oddano do użytku 1 lipca, a poświęcono 15 lipca 1911 roku, w 501. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. W latach 20. i 30. XX wieku gmach rozbudowano.
W 1920 roku w gmachu Rejencji pracowała aliancka komisja nadzorująca przebieg plebiscytu na Warmii i Mazurach. W okresie II wojny światowej część pomieszczeń zajmowało Gestapo.

niedziela, 29 kwietnia 2018

Wielka majówka na Warmii

Wielka majówka na Warmii
Warmia to kraina historyczna w obecnym województwie warmińsko-mazurskim. Nazwę wzięła od pruskiego plemienia Warmów. Zasięgiem obejmuje 4249 km², czyli środkową i północną część Pojezierza Olsztyńskiego, północno-zachodnią część Pojezierza Mrągowskiego i Równinę Warmińską, zamieszkuje ją 350 tys. mieszkańców. Warmia to kościoły, zamki, kapliczki, czerwona cegła, odkrywanie brukowanych dróg, wojaże rowerowe, aleje drzew przy drogach, dziewicza przyroda usiana lasami i wzgórzami o leniwych, obłych zboczach oraz raj dla wielbicieli jezior i rzek. To również bezkresne królestwo dzikiego ptactwa i zwierzyny. Wszechwładną panią jest tutaj natura. Wielka majówka na Warmii? Bardzo proszę.

piątek, 20 kwietnia 2018

Miejsce ciszy

Miejsce ciszy
Potrzeba mi takiego właśnie miejsca. Tu niebo skąpane jest w słońcu, chmury płyną niespiesznie, a cisza przeplata się ze śpiewem ptaków. W południe dzwony biją na sumę. Niby nic takiego. A jednak. Warmia, Krosno k. Ornety.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Polska na plakatach Ryszarda Kai i niepokorność dalekich dróg Zofii Rydet

Polska na plakatach Ryszarda Kai i niepokorność dalekich dróg Zofii Rydet
Lubię plakaty. Gdybym miał udekorować na nowo swoje mieszkanie, zapewne plakat byłby jego podstawowym elementem. Prace Ryszarda Kai cieszą się uznaniem na całym świecie, zatem powyższe dzieło znalazło się na również w moim domu. Oczywiście Olsztyn Olsztynem, ale inne miasta ukazane na plakatach również mają swój niepowtarzalny urok. Też mi się podobają i to bardzo.
Ryszarda Kaja jest twórcą ponad 150 scenografii do spektakli teatralnych, baletowych, operowych i telewizyjnych oraz kilku filmów. Pracował na większości scenach operowych kraju oraz za granicą, między innymi we Francji, Niemczech, Brazylii, Argentynie, Izraelu i Egipcie.
Współpracował z wieloma znanymi reżyserami i choreografami, między innymi z M. Weiss-Grzesińskim, W. Zawodzińskim, M. Znanieckim, E. Wycichowską, A. Augustynowicz, Zb, Brzozą, J.Gruzą, J. Geshty, U. Drechsel, G.Veredonem, K. Kolbergerem..
Za swe realizacje był wielokrotnie nagradzany nagrodą Złotej Maski. Na podstawie Hrabali powstała plastyczna koncepcja filmu animowanego Märchenbilder – obrazki z bajek (współrealizacja z Markiem Skrobeckim), który otrzymał nagrodę za najlepszy polski animowany film autorski w 1998 roku.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Rzeczpospolita wiosenna

Rzeczpospolita wiosenna
Tego dnia przejechałem na rowerze wiele kilometrów. 
Na rybach natomiast ani jednego brania. Trochę zimno, wietrznie. Za to ogromnie się wyciszyłem i nadrobiłem wszelkie zaległości.
Reset na Warmii, to lubię.

niedziela, 25 marca 2018

„Przecież ludzie stąd wyjeżdżają”

„Przecież ludzie stąd wyjeżdżają”
Warmia północna. 
Czuć wiosnę, słychać i widać ptaki, jest cieplej. 
Pamiętam, że jako dzieciak jeździłem tu na małym rowerze z Rometu i mówiłem dzień dobry stojącym przy płocie starszym paniom. 
Domów było kilka. Wszyscy ich mieszkańcy znali się i odwiedzali. Bywałem w nich i ja. Razem z babcią chodziliśmy na tzw. obraz. Po południu były przy nim modlitwy, później gospodarz częstował wszystkich ciastem i herbatą. Lubiłem to bardzo. Sernik, faworki, babka cytrynowa, pączki serowe. Nie interesowała mnie modlitwa. Wolałem patrzeć na całą sytuację, słuchać kobiecych głosów z dziwnym dla mnie akcentem i oglądać wnętrza izb. Było prosto. Ściany bielone, na nich roślinny wzór zrobiony wałkiem, stół, krzesła, posłane łóżko, białe firanki, drewniana podłoga. Kobiety siedziały w chustkach na głowie, z różańcami w pomarszczonych pracą dłoniach, jedna z nich, zawsze ta sama, ciągnęła modlitwę.
Wczoraj, spacerując po tej okolicy, przywołałem w myślach wspomnienia, głosy i twarze. Domów już prawie nie ma. Są dziurawe stodoły, puste podwórka i drzwi bez framug. A dookoła cisza, w górze klucze ptaków, w oddali dzwonią na sumę. 
Pomyślałem, że smutny los czeka te tereny za kilkanaście lat, bardzo smutny los.

niedziela, 11 marca 2018

Przystanek Mazury / 60 minut w gorącej Ostródzie

Przystanek Mazury / 60 minut w gorącej Ostródzie
Po Iławie, Starych Jabłonkach, czy wpisach o Kanale Elbląskim przyszedł czas na Ostródę. Bo jadąc z Olsztyna to pierwsze miasto na Pojezierzu Iławskim, a do tego, jak plotka głosi, to letnia stolica Warmii i Mazur. Zatem dziś zapraszam do miasta, które wędlinami stoi, ma w swoich granicach pięć jezior, a tuż za jego rogatkami kolejnych dziesięć oraz jest portem trzech kanałów. Tyle wody na upały to najlepsze rozwiązanie. Ostróda na rowerze w 60 minut? Nie da się? Da się.

niedziela, 4 marca 2018

Epilog zimy

Epilog zimy
Żyję, tylko co to za życie mawiała moja babcia. 
Luty przemknął niepostrzeżenie, zima kończy bieg, a w powietrzu jest wyczuwalne już to coś, coś co zwiastuje wiosnę. Przepraszam, nie odzywałem się i unikałem ludzi. To taka niewinna mizantropia, poszukiwanie ciszy i spokoju. Bo czasami choroba powala z nóg, a wtedy to już tylko pozostaje samotność. Zatem niech będzie ona nad warmińskim jeziorem, pełna uroku, taką wolę, tu biorę wolne od życia.

środa, 28 lutego 2018

Dzień dwudziesty ósmy

Dzień dwudziesty ósmy
Olsztyn, widok na ulicę 11 Listopada.
Olsztyn (niem. Allenstein) – pierwsza wzmianka o mieście pochodzi z roku 1334, kiedy to Henryk von Luter założył w zakolu rzeki Łyny drewniano-ziemną strażnicę puszczańską, nadając jej nazwę Allenstein (Gród nad Łyną, Alna znaczy "łania", to pruska nazwa Łyny). Zasadźcą i pierwszym burmistrzem miasta był Jan z Łajs. Liczne wojny XV wieku niejednokrotnie niszczyły młode jeszcze miasto. Mieszkańcy utrzymywali się z handlu i rzemiosła. Pośredniczyli też w wymianie handlowej między Polską a portami Bałtyku. Administratorem dóbr kapituły warmińskiej był kanonik fromborski – Mikołaj Kopernik. W ostatnich latach XIX wieku i na początku XX wzniesiono nowe gmachy publiczne, zbudowano też nowoczesne dzielnice mieszkaniowe. W roku 1890 położono instalację gazową, a w 1892 zadzwonił pierwszy telefon. 22 stycznia 1945 Olsztyn zajęła Armia Czerwona, po kilku dniach stacjonowania żołnierze radzieccy podpalili miasto – zniszczeniu uległo ok. 40% zabudowy. Olsztyn, stolica Warmii i Mazur, moje miejsce magiczne. To w jego granicach znajduje się 15 jezior, 3 rzeki, las miejski oraz dwa rezerwaty przyrody (Mszar i Redykajny). Urzekające krajobrazy i sielankowa atmosfera sprawiają, że Olsztyn jest bardzo atrakcyjnym grodem. Najciekawszą częścią miasta jest Stare Miasto, otoczone murami obronnymi. Chociaż w czasie II wojny światowej olsztyńska Starówka została praktycznie zrównana z ziemią, większość zabytkowej zabudowy zrekonstruowano, w tym Wysoką Bramę, XIV-wieczny zamek kapituły warmińskiej i katedrę św. Jakuba.

wtorek, 27 lutego 2018

Dzień dwudziesty siódmy

Dzień dwudziesty siódmy
Braniewo, spichlerz "Pod Złotymi Lwami".
Tuż po II wojnie rozpoczęła się pierwsza faza odgruzowywania Braniewa. W planach było odbudowanie zrujnowanych zabytków, jednak gdy okazało się, że sprzedaż cegły rozbiórkowej przynosi spory dochód, odstąpiono od wcześniejszych ustaleń.
Zawarto umowę ze spółdzielnią w Olsztynie na sprzedaż miejskich cegieł, które zaczęto wywozić do Warszawy. Aby pozyskać jak najwięcej materiału odgruzowywano ulice i rozbierano ruiny, ale też budynki, które nadawały się do odbudowy np. ratusz miejski, pocztę, wszystkie kamienice Starego Miasta i część kamienic Nowego  Miasta. Całkowicie z
likwidowano m.in. spichlerz "Pod Złotymi Lwami" (na zdjęciu powyżej), mieszczący się nad Pasłęką. Kolejną falę wywozu cegieł rozpoczęto w 1951 r. Powiatowe Oddziały Rozbiórkowe, zgodnie z uchwałą rządu o akcji rozbiórkowej, uzyskały ponad 100 milionów cegieł z całego powiatu. Zostały one przeznaczone na odbudowę starówek w Warszawie i Lublinie, budowę FSO na Żeraniu oraz MDM-u w Warszawie.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Dzień dwudziesty szósty

Dzień dwudziesty szósty
Olsztyn, jez. Sukiel.
Plany wybudowania w Olsztynie nowoczesnego szpitala podjęto zaraz po wygaśnięciu epidemii cholery, która nawiedziła Olsztyn w 1855 roku. W marcu 1858 roku ustanowiono statut szpitala jako fundacji kościelnej przy parafii św. Jakuba, zakupiono działkę, projekt zamówiono u Vinzenza Statza, architekta diecezjalnego z Kolonii. Po trzech latach budowy, 15 października 1867 roku, do nowego gmachu wprowadziły się siostry Szarytki, które sprawowały opiekę nad chorymi do 1922 roku, następnie szpital przejęły siostry Katarzynki. Szpital wielokrotnie rozbudowywano, zajmował się tym m.in. projektant Fritz Heitmann z Królewca. Zabudowania Szpitala Miejskiego bez większych uszczerbków przetrwały II wojnę światową.

niedziela, 25 lutego 2018

Dzień dwudziesty piąty

Dzień dwudziesty piąty
Jeziorany.
Przyjaciele moi i przyjaciółki! Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. Nie mówcie jej "przyjdź jutro, przyjdź pojutrze, dziś nie mam dla ciebie czasu". Bo może się zdarzyć, że otworzysz drzwi, a tam stoi zziębnięta staruszka i mówi: "Przepraszam, musiałam pomylić adres..." I pstryk, iskierka gaśnie. Agnieszka Osiecka, Rozmowy w tańcu, Prószyński i S-ka, Warszawa 2002.

sobota, 24 lutego 2018

Dzień dwudziesty czwarty

Dzień dwudziesty czwarty
Olsztyn, jez. Skanda.
Na skraju Rynku stoi ewangelicki kościół. Został on wybudowany w 1877 roku. Zanim to nastąpiło, nabożeństwa odbywały się w północnym skrzydle Zamku. Przechodzimy obok kościoła na plac Świerczewskiego. Niegdyś zwał się on Targiem Rybnym, po niemiecku Fischmarkt. Na środku tego Targu, przy ulicy Młyńskiej nr 2, stał jednopiętrowy dom, który od 1920 do 1939 roku był siedzibą „Gazety Olsztyńskiej'. Mieściła się w nim drukarnia, księgarnia, biuro oraz mieszkanie
redaktora Seweryna Pieniężnego. Na tym dziś tak spokojnym placu, w owym czasie, zwłaszcza w dni targowe, panował wielki ruch. Tu bowiem z okolicznych wiosek zjeżdżały się gburki warmińskie ze swymi wiktuałami: masłem, serem, twarogami, jajami, warzywem oraz różnym ptactwem domowym. Wokoło rynku stały w długich szeregach stragany przekupek i różnych handlarzy. Była tego wielka obfitość, zwłaszcza w porze letnio-jesiennej. Toteż gosposie olsztyńskie wybredzały w tym towarze aż do przesady — zwłaszcza w maśle. Widziałem na własne oczy, kiedym od czasu do czasu sam z tym nabiałem stał na targu — jak jedna po drugiej smakowały za pomocą scyzoryka lub nawet gołym palcem, nie zawsze kupując: bo za stare, za słone, za blade, za drogie itd. Ponieważ owo smakowanie gburkom czasem się przykrzyło, wybuchały nieraz spory i zatargi. Zaznaczyć tu wypada, że przy tych transakcjach handlowych rozbrzmiewała wyłącznie polska mowa, gdyż Warmianki ze wsi niemieckiego nie znały tak dalece, że nawet Niemki, gosposie olsztyńskie, wysilały się, by wyjąkać kilka słów polskich, aby dojść do porozumienia ze sprzedawczyniami. Słysząc te do niemożliwości zniekształcone wyrazy cór germańskich odczuwałem zawsze złośliwą radość, choć to podobno nie po chrześcijańsku cieszyć się z ludzkiego nieszczęścia.
Alojzy Śliwa, Spacerkiem po Olsztynie, Pojezierze, Olsztyn 1979.

piątek, 23 lutego 2018

Dzień dwudziesty trzeci

Dzień dwudziesty trzeci
Gietrzwałd.
W środę popielcową kto tylko mógł, szedł do kościoła, aby rozpocząć okres Wielkiego Postu posypaniem głowy popiołem. W każdym domu szorowano popiołem garnki, rondle, patelnie i myto je starannie, a żeby nie zostało na nich odrobiny tłuszczu.
W okresie postu nie wolno było jeść mięsa w środy, piątki i soboty. Potem już tylko w piątki i soboty, aż wreszcie pozostał tylko piątek. Natomiast w okresie Wielkiego Postu w ogóle nie jedzono mięsa, tłuszczu ani skwarków od środy popielcowej aż do Wielkanocy. Każdy starał się w poście mieć olej siemienny. Z tym olejem jedzono chleb, kraszono nim ziemniaki i kluski, smażono na nim "plince" i ryby. Ryb było w okresie postu bardzo dużo. Rybacy zwykle łowili sieciami na lodzie, a jezior nie brak na Warmii. Rybacy przyjeżdżali furmankami do wsi, przywożąc wielkie kosze ryb. Były one tanie. Funt płotek i małych okoni kosztował dwadzieścia fenigów. Droższe były liny, szczupaki i duże leszcze, ale każdy mógł sobie je kupić. Gotowano je na kwaśno i słodko, smażono na oleju, przyprawiano w galarecie lub smażone zalewano octem. Ludzie kupowali całe beczki solonych śledzi. Często w poście jedzono na wieczerzę pieczone w piecu kartofle ze śledziami albo postną kiszoną kapustą lub też maczano kartofle w oleju i soli. Gotowano także kluski przyprawione w różny sposób oraz słodki ryż z suszonymi śliwkami. Maria Zientara-Malewska, Wieś nad łąkami, Pojezierze, Olsztyn 1988.

czwartek, 22 lutego 2018

Dzień dwudziesty drugi

Dzień dwudziesty drugi
Olsztyn, jez. Ukiel.

Na wzgórzu, w lesie, tam kędy wartka struga łączy się z Łyną, stał kiedyś dawno, dawno temu wspaniały zamek. Ojcowie nasi pokazywali nam jeszcze skośne omszałe dachy, sterczące tuż nad ziemią. Chłopcy zaś pasący bydło nad Łyną rzucali kamienie do kominów, ciesząc się, że długo słychać było suchy ich klekot. To ostatnie ślady zaklętego zamku. Na tym miejscu porosły mchy i krzaki jagód, modre dzwonki leśne pochylały główki w  zadumie, szumią poważnie sosny ociekające złotymi kroplami kadzidła, świerki pachnące wyciągają krzyżem ramiona ku niebu.
Przed wielu, wielu laty zamek ten słynął na całą okolicę, daleko i szeroko. Potężne jego baszty oblane słońcem letniego południa albo purpurą zorzy wieczornej zachwycały oczy nie tylko okolicznego ludu, ale i niejednego wędrowca, który przybył z daleka ażeby zobaczyć ten słynny, piękny zamek. Grube mury okrywały latem wonne liliowe macierzanki, złoty rozchodnik i bledziutko kwitnące powoje, ba nawet małe jarzębiny i brzózki wyrosły w szczelinach blanków. Komu wypadła droga koło zamku w porę zimową przedstawiał mu się tak piękny widok, jakiego nigdy nie widział. Zamek obsypany śniegiem błyszczał w słońcu milionem barw tęczowych, a na tle ciemnych sosen i świerków zdawał się niepokalaną bielą dosięgać niebios, tworząc czarodziejską baśń zimową.
W zamku tym mieszkał pan bardzo bogaty. Mówiono, że w podziemiach znajduje się sto skrzyń srebra, złota i klejnotów. Na ścianach komnat były porozwieszane makaty, wyszywane srebrem i złotem, a podłogi pokrywały skóry niedźwiedzi i wilków, których tu było mnóstwo niezliczone. Ściany sali, gdzie odbywały się biesiady i  narady, wykładane były złotem Bałtyku - bursztynem.
Właściciel zamku był nie tylko bogaty, ale co ważniejsze - dobry i  sprawiedliwy. Lud okoliczny darzył go zaufaniem i przywiązaniem, ale przystąpić do niego z  bliska nikt się nie odważył, bo oblicze jego było surowe - ludzie mówili, że kamienne. Najmilszym jego zajęciem było wychodzenie latem na najwyższą platformę zamku, kiedy zachodzące słońce bramowało złotem niebo, a zorza w płaszcz szkarłatny ubierała krajobraz.
Wieśniacy wtenczas wracali właśnie z pól z pieśnią na ustach. Błyszczały kosy i sierpy, czerwieniły się jak maki w polu chusty dziewcząt. Zobaczywszy pana na platformie stawali warmińskim zwyczajem w rzędzie i na cześć swego gospodarza ostrzyli kosy i miarowym uderzeniem w stal dzwonili hejnał żniwiarzy śpiewając:
Plon niesiem plon,
Plon ze wszystkich stron.
Często stała też obok pana zamku małżonka jego Warmia. Macierzyńskim okiem obejmowała krajobraz, macierzyńskim sercem wszystkich kochała. Tam, pośród ludu zdrowego i pilnego, mieszkało jej dwunastu synów, a liczne ich potomstwo napełniało wioski i osiedla. Warmia ubrana w białe szaty z czerwoną przepaską, w welonie lekkim jak pajęczyna, upiętym na jasnych włosach sięgających aż do ziemi, była symbolem jedności i  miłości rodzinnej. Raz w roku, w wigilię św. Jana, przybywali wszyscy synowie z rodzinami na zamek, napełniając stare mury wrzawą i śmiechem. U wrót przyjmowali ich rodzice, ściskając i  całując każdego z  osobna. Łzy radości błyszczały w  oczach Warmii, kiedy witała swych dorodnych synów o  jasnych jak len włosach i  modrych oczach, kiedy przytulała do serca główki wnuków i prawnuków. Biesiady i łowy w olsztyńskim lesie trwały siedem dni. Potem wszyscy wracali do swoich zajęć, a wśród starych murów panowała znów głęboka cisza. Tak upływało wszystkim życie w spokoju i miłości wzajemnej. Aż pewnego razu, krótko przed dniem św. Jana, przybył jakiś obcy wędrowiec na zamek. Długo szeptali z  panem, radzili, a  chociaż noce były krótkie - i w nocy nie spali. Nowiny, jakie przyniósł obcy, musiały być ważne, bo na twarzach malował się niepokój i troska.
Na trzeci dzień ukazał się na platformie najwyższej baszty płomień - umówiony znak, że synowie mają zaraz udać się do ojca. Nie potrwało długo, a zaczęli się zjeżdżać ze wszystkich stron. Rodziny zostały w domu.
Ojciec z  poważnym wędrowcem oczekiwał ich w  sali bursztynowej. Tam dowiedzieli się okropnej wieści. Dwóch sąsiadów, którzy zawistnym okiem patrzyli na szczęście rodziny, postanowiło porwać i  zabić przedmiot największego ich umiłowania - matkę Warmię.
Już z dala słychać było okrzyki, a łuny płonących wsi znaczyły drogi, którymi zbliżał się wróg. W samą noc świętojańską przybyły liczne zastępy wrogów i rozłożyły się w pobliskim lesie przy ogniskach, a dzikie ich śpiewy i przechwałki odbiły się echem o stare mury zamku.
O  tej samej porze drogą przez las szło powoli dziecko. Małe jego serduszko dygotało z lęku, ale szło odważnie, bo Warmia miała sporządzić dla chorej matki lekarstwo z ziół i korzeni.
Jakaś jasność zapełniała dziś las. Gwiazdy - zda się - jaśniej migotały na niebie, a sierp księżyca oblał srebrem czubki chwiejących się w objęciach wiatru drzew, obielił wydeptaną ścieżkę wijącą się wśród stuletnich dębów, buków, klonów i jarzębin. Wśród aksamitnych mchów unosiły się szerokie liście paproci.
Nagle dziecko stanęło. Na tle paproci zobaczyło jakiś przecudny, barwami tęczy jaśniejący kwiat. Drżącą rączką zerwało cudowny kwiat szczęścia i niespostrzeżone przez wroga doszło do bram zamku, które się same rozwarły. Dziecko warmińskie, przyciskając do piersi skarb swój, kwiat paproci, rozwinięty wśród nocy świętojańskiej, szło aż do sali, w której byli zebrani mieszkańcy zamku. Stanęło wśród nich bose, trzymając w  małych rączkach jak w  alabastrowym kielichu przepiękny kwiat, uklękło i podało go Warmii, która przytuliła kwiat do piersi. Dając dziecku lekarstwo i jedzenie na drogę, tak doń rzekła:
- Idź do mojego ludu i  powiedz, że choćby wróg zabił moje ciało, ducha mojego nie zmoże. Ja będę żyła z wami w każdym kłosie zboża, w każdym kwiatku i drzewie, w powiewie wiatru, w szumie lasów i borów, w szmerze jezior i rzek, w ciszy wieczoru i w skwarze letniego południa. Wojsko moje będzie spało wieki, ale przyjdzie dzień, że się obudzi, a wtedy ja znowu będę waszą matką i opiekunką. Niech słowa moje przejdą z pokolenia na pokolenie, a biada tym w one dni, którzy o nich zapomną.
W zamku, po wyjściu dziecka, echo rozniosło po okolicy miarowe kroki licznych, w żelazo zakutych mężów. Napełniły się wojskiem komnaty i sale, nawet podziemia i ów słynny ganek, który prowadził z  lasu pod Łyną aż do kościoła św. Jakuba. Na wzniesieniu stała Warmia. A kiedy zamknięto już ostatnie podwoje, podniosła powoli rękę dzierżącą kwiat szczęścia. Zamek począł się powoli zapadać coraz głębiej, aż znikł z powierzchni ziemi. Wojsko poukładało się do snu i tak przespało wieki. Jedynie matka Warmia wychodziła spod ziemi na świat, bo posiadała kwiat szczęścia. Często widywano jej postać ubraną w białe koronki i muśliny, błądzącą nad brzegami Łyny. Ludzie omijali miejsce, gdzie stał zaklęty zamek.
Mówiono, że tam straszy. Szczególnie w noc świętojańską słychać było z  podziemi chrzęst broni, jakieś zaklęcia i  nawoływania oraz pieśń „Bogurodzica Dziewica”. Mówiono, że śpiewa tę pieśń wojsko spod Grunwaldu. Nad Łyną w lesie jest wzgórze, pokryte mchem, paprocią i krzakami czarnej jagody. Modrzą się tam dzwonki leśne, bielą się kwiaty poziomek, wyglądają ciekawie spośród paproci konwalie i zajęcze ziele, wysokie dęby, buki, sosny i  świerki dokoła opowiadają szumem odwieczną legendę o zaklętym zamku. Na modrozłotych falach Łyny gra wiatr jak na stostrunnej harfie pieśń o  legendzie i niesie ją daleko aż hen po Bałtyku. Maria Zientara-Malewska, Legenda o zamku olsztyńskim.

środa, 21 lutego 2018

Dzień dwudziesty pierwszy

Dzień dwudziesty pierwszy
Warmia, Jeziorany.

Losy XIX wiecznego pomnika św. Nepomucena, który do połowy ubiegłego wieku stał na moście Jana owiane są tajemnicą. Nie wiadomo co się z nim stało. Zniszczył go tramwaj w tragicznym wypadku tuż po I wojnie? A może zestrzelili go żołnierze radzieccy? Badacze dziejów miasta mają nową sensacyjną teorię - posąg spoczywa zakopany przy moście. Historia olsztyńskiego Nepomucena zaczyna się na początku XIX wieku. Najpierw przy moście stanęła skromna kapliczka z czerwonej cegły. Niewiele osób wie, że figura św. Jana Nepomucena z tej właśnie kapliczki była pierwowzorem dla późniejszego posągu mówi Stanisław Piechocki, badacz dziejów Olsztyna. Co się stało z kapliczką? Piechocki zamyśla się i odpowiada: Tego niestety dzisiaj nie wiadomo. Kamienny posąg świętego ustawiono przy balustradzie w 1869 r. Wykonał go Wilhelm Jansen z Kolonii. W 1909 r. gdy umacniano most, na moment figura zniknęła. Była przechowywana w magazynach kościoła św. Jakuba. Po remoncie wróciła na dawne miejsce. Ówcześni mieszkańcy otaczali św. Jana Nepomucena ogromnym kultem. Układali na jego cześć pieśni. Jedna z nich zachowała się w rodzinnych archiwach byłego olsztyniaka mieszkającego obecnie w Niemczech. Autorem jest jego pradziadek Hans Strohmenger: Święty Johann z Nepomuk / na naszym moście Jana / Śpiewa z nami / Pije z nami / i chroni nas dniem i nocą / swoją boską mocą!"
"Gdzie podział się święty?
Nowa figura godnie zastępuje starą strzegąc mostu, ale badaczom dziejów Olsztyna i pasjonatom wciąż nie daje spokoju pytanie: Co się stało z XIX-wiecznym Nepomucenem? Kiedy zaginął? Badacze dziejów miasta mają dwie teorie na ten temat.
Pierwszą opisał Alojzy Śliwa w "Spacerkach po Olsztynie":
"Latem po I wojnie światowej (data nie jest dokładnie znana) na moście św. Jana zdarzył się tragiczny wypadek. W jadącym dzisiejszą ulicą Grunwaldzką tramwaju zepsuły się hamulce. Pojazd stoczył się z góry, wypadł z szyn, przełamał barierę mostu i wpadł do Łyny. Zginęły wówczas dwie osoby: jedną byłą pasażerka pechowego tramwaju, drugą - Elżbietka, wnuczka znanej w całym Olsztynie straganiarki Gertrudy Hoppe, która handlowała na moście zieleniną. Po owym wypadku most poszerzono. W katastrofie ucierpiała figura św. Nepomucena. Wkrótce usunięto ją."
Druga hipoteza wiąże zaginięcie figury świętego z dramatycznymi losami miasta w 1945 roku. Andrzej Sassyn jest przekonany, że figura stała na moście do końca wojny, więc nie mogła zostać zniszczona w wypadku tramwajowym:
Mówi się, że to żołnierze radzieccy po wkroczeniu z 21 na 22 stycznia 1945 r. do Olsztyna wystrzelili do posągu z działa. Nie ma jednak żadnych świadków, którzy potwierdziliby tę wersję. Ale przecież ktoś z miejscowych musiałby to widzieć...
Stanisław Piechocki ma nową sensacyjną teorię na temat zaginięcia pomnika. Podważa domysły o wypadku tramwajowym i zniszczeniu figury przez żołnierzy radzieckich (...) i przypuszcza, że posąg spoczywa zakopany przy moście.
Marzena Olechowska, Zakopany strażnik mostu św. Jana, Gazeta Olsztyńska 2003.

wtorek, 20 lutego 2018

Dzień dwudziesty

Dzień dwudziesty
Olsztyn, jezioro Sukiel.

Najbardziej charakterystycznym znakiem polskiej kultury ludowej każdego regionu był strój. Warmiacy nosili strój prosty, kolorowy, dostosowany do dnia powszedniego i świątecznego. Najważniejszymi cechami stroju kobiecego były koszule szyte z białego, lnianego płótna. Przód miały rozcięty zapinany na guziki, rękawy marszczone wykończone mankietem, kołnierzyk niewielki, wykładany. Kobiece spódnice, zwane kitlami, były bardzo marszczone, przeplatane najczęściej elementami koloru czerwonego. Później przyjęły się spódnice z tkanin dwukolorowych, a także kraciastych. Kobiety na głowie nosiły ozdobny czepiec zawiązywany pod szyją, wykończony ułożoną w fałdki białą koronką. Warmiński strój męski składał się z czerwonej kamizelki zwanej westą, która zapinana była na osiem błyszczących guzików. Pod kamizelkę zakładano koszulę szytą z flaneli i trykoty. W stroju odświętnym była jeszcze sukmana, w kolorze niebieskim nosili ją bogaci chłopi. Mężczyźni zakładali też kapelusz zrobiony z filcu. Z czasem, szczególnie w II poł. XIX wieku, zmieniała się ludowa moda. Ludzie chętniej zakładali stroje prostsze, zwykle jednolite. Kobiety nosiły czerwone lub niebieskie suknie, które zakryte były białym fartuchem.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Dzień dziewiętnasty

Dzień dziewiętnasty
Klewki, brzeg jeziora Linowskiego.
Warmia lub Warmija (pruskie Wormjan – czerwona ziemia, warm. Warńija, mazur. Warmzia, łac. Varmia) – kraina historyczna w obecnym województwie warmińsko-mazurskim. Nazwę wzięła od pruskiego plemienia Warmów. Zasięgiem obejmuje 4249 km², czyli środkową i północną część Pojezierza Olsztyńskiego, północno-zachodnią część Pojezierza Mrągowskiego i Równinę Warmińską, zamieszkuje ją 350 tys. mieszkańców. Warmia to kościoły, zamki, kapliczki, czerwona cegła, odkrywanie brukowanych dróg, wojaże rowerowe, aleje drzew przy drogach, dziewicza przyroda usiana lasami i wzgórzami o leniwych, obłych zboczach oraz raj dla wielbicieli jezior i rzek. To również bezkresne królestwo dzikiego ptactwa i zwierzyny. Wszechwładną panią jest tutaj natura. Nieliczne miasta przegrywają z nią urodą na całej linii.

niedziela, 18 lutego 2018

Dzień osiemnasty

Dzień osiemnasty
Droga nr 530, Warmia, okolice Głotowa.

Na Warmii istniał zwyczaj, że ojciec, zanim rozpoczął krajanie chleba, nożem znaczył na nim krzyż i dopiero potem odkrawał kawałki. Dzieci pouczano od najmłodszych lat: " Szanujcie dzieci kawałek chleba, bo może biednym dać go potrzeba". Jeżeli się zdarzyło, że komuś spadł kawałek chleba, starsi nakazywali go podnieść i pocałować, a tym samym przeprosić. 
Były lata i zaraźliwych chorób. Pola stały nie obsiane, a to co rosło z powodu ulewnych deszczy tylko częściowo sprzątnięto z pól i wymłócono. Istniały wypadki, że chleb z ostatniego ziarna zjedzono już na święta Bożego Narodzenia. Często wśród ludzi panował głód i dlatego otaczano chleb takim szacunkiem. W latach głodu do mąki czy śruty dodawano gotowanych i tartych kartofli, otrąb a nawet plew. Jeśli ktoś jedząc chleb grymasił, mawiano: "Nie ma w chlebie ości, kiedy się ciało wypości". W tych ciężkich czasach rodzice, choć z bólem serca, musieli skąpić dzieciom chleba. Dlatego zamykano go w komorze lub składano na drążkach na zapiecku. Jeżeli był to chleb z otrąb i bardzo kruchy, dzieci poruszały drążkami, żeby im spadł kawałek. Stąd powstało powiedzonko: " Co łuleci, to na dzieci". Maria Zientara-Malewska, Wieś nad łąkami, Pojezierze, Olsztyn 1988.

sobota, 17 lutego 2018

Dzień siedemnasty

Dzień siedemnasty
Biskupiec Reszelski, rynek, plac Wolności, 1918 r.
Historyczna Warmia przez dwieście dwadzieścia trzy lata (1243-1466) była pod panowaniem Krzyżaków, ponad trzysta lat we władaniu Rzeczypospolitej (1466-1772), sto siedemdziesiąt trzy lata (1772-1945) w państwie pruskim, potem niemieckim, a od 1945 znalazła się po raz drugi w granicach Polski. Zamieszkiwana początkowo przez pruskich Warmów, Natangów oraz Galindów została skolonizowana przez Niemców, a w XVI wieku również przez Polaków. W czasach nowożytnych północną Warmię zasiedlili Niemcy, południową Polacy. Przez długie wieki między Warmiakami mówiącymi po niemiecku i po polsku nie było antagonizmów narodowościowych. Żyli zgodnie i przykładnie. Dopiero pod koniec XIX wieku można obserwować na Warmii przebudzenie narodowe i większe zbliżenie się do wszystkiego, co polskie. W dużym stopniu przyczyniły się do tego objawienia gietrzwałdzkie w 1877 roku, podczas których Maryja przemówiła do dzieci po polsku.

piątek, 16 lutego 2018

Dzień szesnasty

Dzień szesnasty
Olsztyn, widok z wiaduktu Powstańców Węgierskich 1956 roku.
Wędrowaliśmy ulicami prowadzącymi pod górę i w dół, przechodziliśmy przez mosty i tory kolejowe i dalej szliśmy przed siebie. Nie kierowaliśmy się do żadnego konkretnego miejsca, wystarczało nam po prostu, że idziemy. Szliśmy skupieni, zupełnie jakby marsz był jakimś religijnym rytuałem mającym na celu uzdrowienie duszy. Haruki Murakami, Norwegian Wood, Muza, Warszawa 2016.

czwartek, 15 lutego 2018

Dzień piętnasty

Dzień piętnasty
Kościół w Nowym Kawkowie.
Ludność warmińskiej wsi można było podzielić na pięć grup. Pierwsi to oczywiście "duże gbury", czyli gospodarze posiadający kilka włók ziemi, las, a czasem i własne jezioro. Druga "kategoria" ludzi to ci, którzy mieli około włóki roli i dwa konie. Ci co mieli mniej roli, około trzydziestu mórg i jednego konia, to biedniejsi gospodarze. Osobną grupę tworzyli rzemieślnicy i chałupnicy. Najubożsi zaś mieszkali "na komornem" i zajmowali się pracą na roli lub wyjeżdżali latem do pracy w cegielni albo też do miast jako pomocnicy murarzy lub cieśli. 
Babka i moja matka opowiadały mi, że około stu lat termu bogaci gospodarze żyli przeważnie z tego, co sami wygospodarowali. Żywili się chlebem, kluskami, mięsem, kapustą, brukwią, marchwią, mlekiem i twarogiem. Masło, jaja i drób sprzedawali na targach i jarmarkach w Olsztynie, aby mieć grosz nie tylko na stroje, ile na posagi dla licznych zwykle synów i córek. Przyodziewek i bieliznę tkali na krosnach z własnego lnu lub wełny. Ubierali się skromnie, chociaż dostatnio i schludnie. Maria Zientara-Malewska, Wieś nad łąkami, Pojezierze, Olsztyn 1988.

środa, 14 lutego 2018

Dzień czternasty

Dzień czternasty
Lidzbark Warmiński, piwnice zamkowe.
Jan Stefan Wydżga był biskupem warmińskim w latach 1659-1679. Jako biskup zrealizował wiele przedsięwzięć budowlanych, m.in. odbudował pałac biskupi na wzgórzu katedralnym we Fromborku, zbudował pałac przy zamku w Lidzbarku, odbudował pomieszczenia mieszkalne przy kolegiacie w Dobrym Mieście, budował klasztor bernardynów w Stoczku Klasztornym. W tytulaturze biskupów warmińskich od początku XVI w. widniał tytuł prezesa Ziem Pruskich, a Wydżga był prezesem doskonałym. Miał dar przekonywania opozycjonistów, wygłaszał pełne dramaturgii mowy i walczył o Warmię. Po pałacu biskupa pozostał jedynie zarys fundamentów – między południowym skrzydłem zamku oraz suchą fosą znajdującą się między zamkiem a południowym przedzamczem. Gruzami pałacu zasypano fosę. Prezydent Prus Wschodnich, von Schön, pisał w 1838 r. do biskupa Andrzeja Stanisława von Hattena, że zamek jest zbędnym, zaprzepaszczonym, starym budynkiem, zasługującym na sprzedaż albo na rozbiórkę. Dobrze, że plan się nie ziścił.

wtorek, 13 lutego 2018

Dzień trzynasty

Dzień trzynasty
Warmia, okolice Brąswałdu.
Od wieków tu, gdzie jest dziś Brąswałd, szumiały bezkresne lasy i bory. Od wieków wśród lasów niebieściły się liczne jeziora. W puszczy żyły swobodnie dzikie zwierzęta: żubry, niedźwiedzie, wilki, łosie, dzikie konie, moc jeleni, sarn, danieli, rysiów i zajęcy. Jeziora pełne były ryb. Aż tu pewnego dnia przybyli do tych lasów ludzie. Skąd przybyli? Nie wiadomo. Długo słychać było huk toporów i gwar ludzi stawiających pierwsze chaty. Może było to na owym wzgórzu przy drodze do Bukwałdu? 
Pierwsi mieszkańcy Brąswałdu, gdy wykarczowali las, zaczęli orać i siać. Z pewnością siali żyto, jęczmień, i owies, a także len, by móc tkać płótno na koszule i przyodziewek. Kartofli ludzie wówczas nie znali i jeszcze upłynęły długie lata, zanim posadzono kartofle w opornej ziemi. Ziemia wydarta borom okazała się jałowa. Niejeden rolnik po kilku latach niekorzystnych plonów machnął ręką i szukał lepszej ziemi gdzieś nad jeziorem lub na gliniastych wzgórzach na północ od wioski, gdzie później powstały drogi do Bukwałdu i Spręcowa. Na piaszczystej ziemi szybko wyrósł znowu bór i tylko tu i ówdzie, obok Mosągu, niedaleko do Kajn są ślady, że orano kiedyś tę ziemię w głębokie bruzdy i "lechy". Maria Zientara-Malewska, Wieś nad łąkami, Pojezierze, Olsztyn 1988.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Dzień dwunasty

Dzień dwunasty
Trolejbus w Olsztynie, 1950 r.
Na ulice Olsztyna trolejbusy wyjechały pierwszy raz 1 września 1939 r., kiedy uruchomiono linię nr 1 na trasie Dworzec Główny – Osiedle Mazurskie. Kursowało na niej 5 trolejbusów (posiadały 28 miejsc siedzących i 17 stojących), a częstotliwość jazdy wynosiła 15 minut. Kilka dni później uruchomiono linię nr 2 na trasie Plac Roosevelta – Jagiellończyka – koszary wojskowe. Linia ta została jednak zlikwidowana wraz z linią tramwajową nr 2. W 1943 r. na trasie linii 2 Ratusz – Jakubowo (Jakobsberg) tramwaje zostały zastąpione trolejbusami. Po ulicach Olsztyna kursowały również trolejbusy ciężarowe, dowożące węgiel ze składu przy obecnej ulicy Lubelskiej do gazowni przy ulicy Knosały. Kursowanie trolejbusów zawieszono 22 stycznia 1945 r. Podczas zajęcia miasta przez Armię Czerwoną sieć trolejbusowa została doszczętnie zniszczona, ale same trolejbusy nie ucierpiały i przetrwały w stanie nienaruszonym. 10 grudnia 1946 r. otwarto linię trolejbusową na trasie Osiedle Mazurskie – Plac Roosevelta. 28 stycznia 1948 r. do użytku oddano nową trasę: Plac Roosevelta – Kortowo. Linia trolejbusowa do Jakubowa nie doczekała się odbudowy, a jej trasę obsługiwały do roku 1965 tramwaje. W 1949 r. uruchomiono trolejbus towarowy wożący węgiel z ulicy Lubelskiej do gazowni przy ulicy Knosały. W roku 1969 linię trolejbusową nr 3, kursującą na trasie Limanowskiego – Kortowo, zastąpiono linią autobusową nr 3 na trasie Fabryka Mebli – Kortowo. 31 lipca 1971 r. zastąpiono linię trolejbusową nr 4, kursującą na trasie Limanowskiego – Osiedle Mazurskie, linią autobusową nr 4 na trasie Jakubowo – Osiedle Mazurskie i tym samym nastąpiła całkowita likwidacja olsztyńskich trolejbusów.

niedziela, 11 lutego 2018

Dzień jedenasty

Dzień jedenasty
Olsztyn, ul. 1 Maja, Teatr im. S. Jaracza.
Teatr w Olsztynie działa od 1945 roku, mieści się w gmachu przedwojennego teatru niemieckiego. Pierwszą premierę zagrano w listopadzie 1945 roku, była to Moralność pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Stanisława Milskiego. Początkowo teatr działał pod nazwą Teatru Warmii i Mazur. Od 1946 roku istnieje pod obecną nazwą, Teatr im. Stefana Jaracza. Do 1975 roku jego filialną sceną był teatr w Elblągu. Teatr organizuje Olsztyńskie Spotkania Teatralne.

sobota, 10 lutego 2018

Dzień dziesiąty

Dzień dziesiąty
Łańsk, rezerwat Las Warmiński.
Warmię przepasuje Łyna swoją srebrnoniebieską, aksamitną wstęgą. Na jej brzegach stoją zadumane rosochate wierzby, gadatliwe olchy i brzozy w białych sukniach i zielonych welonach.
Maria Zientara-Malewska, Warmio moja miła

piątek, 9 lutego 2018

Dzień dziewiąty

Dzień dziewiąty
Okolice Olsztyna, jez. Kielarskie.
"Warmia nie należy do żadnego z województw wyjaśniał kiedyś Kromer w "Polonii" podlega jeno swemu biskupowi i jego kościelnej władzy pod głównym zwierzchnictwem króla polskiego. W istocie, za warmińskim kordonem świat zmieniał się w oknach karety, jak gdyby nie lądem przeniosły ją konie, lecz przez morze przybiły do samotnej, dalekiej wyspy. O wyspie tej szeptano w duchownych sferach Polski, że błyszczy złotym jabłkiem in partibus fidelium Korony. Utrzymywano, że panowanie ma tu inny smak i aromat, że blask jego przełamuje się niby w pryzmacie w pełny urok udzielności. Nie darmo książęca korona łączyła się tu z mitrą. Wysokie miejsce zajmował książe-biskup w polskim senacie, zasiadał z urzędu na czele pruskiego, nierzadko łączył ze swą godnością małą pieczęć koronną lub rezydował w trybunale, jak równy z równym zmawiał się z pruskim sąsiadem. Czyż można się dziwić, że prawie przez igielne ucho wjeżdżało się do Butryn, Wartemborka (Barczewo), Jezioran, Lidzbarka, do katedralnego Fromborka, ze mało komu z polskich prałatów iściła się ambitna chętka posmakowania rozkoszy lidzbarskich: królewskiej jeno rodzinie, synom wielkich i wpływowych rodów, uczonym, czy faworytom dworu. Władysław Ogrodziński, Pochwała Lidzbarka, Elset, Olsztyn 2008.

czwartek, 8 lutego 2018

Dzień ósmy

Dzień ósmy
Krużganki w Stoczku Klasztornym.
Jesteśmy na Starym Mieście, koło starego, historycznego Ratusza. Przed nami w środku północno-wschodniej ściany Rynku stoi gmach, w którym u schyłku ubiegłego wieku mieścił się sklep kolonialny kupca Wojthalera. Słynął nie tylko z tego, że był bogato zaopatrzony we wciórko, co tło dusza zapragnie ale przede wszystkim z tego, że posiadał najlepszą tubakę do zażywania. Toteż w dni targowe, wtorki i piątki, było tam rojno i gwarno, gdyż wszystkie zażywoki z bliższych i dalszych wiosek z okolic Olsztyna tylko u niego w ten cenny dla siebie proszek się zaopatrywali. Pewnego razu pamiętam komisja sanitarna stwierdziła w tabace Wojtka (tak Warmiacy popularnie go nazywali) zbyt wielką ilość tartego szkła, które miało wzmagać jej ostrość. Uznając ją za szkodliwą dla nosa, zarządziła konfiskatę i nakazała cały zapas, w ilości kilku cetnarów, zakopać. „Gazeta Olsztyńska" opisując ten niecodzienny wypadek oświadczyła ironicznie, iż władze pruskie tak troskliwą opieką otaczają jedynie nosy polskich Warmiaków. Po tę pokrzepkę nosową chodziłem i ja często do Wojtka, z początku dla mojego mistrza krawieckiego, u którego terminowałem, a później, gdym się tym nałogiem zaraził i dla własnej konsumpcji. Alojzy Śliwa, Spacerkiem po Olsztynie, Pojezierze, Olsztyn 1970.

środa, 7 lutego 2018

Dzień siódmy

Dzień siódmy
Rozgity, w domu pani Haliny.
Piękna jest olsztyńska ziemia. Zielona lasami i łąkami, błękitna niebem i wodą, złocista zbożowymi polami. Coraz więcej turystów, najliczniejsi zjeżdżają w pełni lata, choć jesień u nas piękna, i zima, i wiosna... Rozbudowują się miasta, osiedla i wsie. To ludzie są jednak najcenniejszym skarbem tej ziemi, którą odbudowali i zagospodarowali, w którą wrośli. Tadeusz Ostojski, Olsztyńskie, Pojezierze, Olsztyn 1973.

wtorek, 6 lutego 2018

Dzień szósty

Dzień szósty
Olsztyn, skrzyżowanie Kościuszki z Piłsudskiego.
Park Zamkowy jedno z najpiękniejszych miejsc w Olsztynie. Zlokalizowany na Starym Mieście, w pobliżu olsztyńskiej warowni, przecięty rzeką Łyną jest ulubionym miejscem spacerowiczów. W parku znajdują się fontanny, liczne pomniki autorstwa Ryszarda Wachowskiego, Balbiny Świtycz-Widackiej czy Antoniego Szczypczyńskiego, chociażby Symfonia ptaków, wodospad potocznie nazywany Niagarą oraz XIX-wieczne mosty kolejowe. Jest też Most Zamkowy, który bronił dostępu do zamku. Zbudowano go w 1904 roku zastępując stary, drewniany. Przy jego budowie nie wyrównano poziomu przyczółków i powstał most kamienny o ukośnej konstrukcji. Schodząc w głąb dawnej fosy, po prawej stronie na ostatnim zdjęciu, napotykamy się na symboliczny pomnik kobiety. Przypomina on o związkach staropruskiej nazwy rzeki Alny (spolszczonej na Łynę) z nazwą miasta Allenstein, co oznacza Łyński Kamień (allen - łyński, stein - kamień) była to oficjalna nazwa miasta nadana mu przez kapitułę warmińską. Z czasem nazwa ta przekształciła się na Holenstein, Holsztyn, Olsztyn. Do tego zamek. Miejsce, z którego Kopernik prowadził obserwacje planet, czego wyniki przytoczył w V księdze De revolutionibus, tu także napisał rozprawę o monecie, a na ścianie krużganka wykreślił tablicę astronomiczną, służącą do graficznego zapisu zjawiska wiosennych i jesiennych zrównań dnia z nocą. Przez Park Zamkowy przechodzą dwa szlaki turystyczne: Szlak Kopernikowski oraz Czarny Szlak im. Alojzego Śliwy (18,5 km), oba piesze.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Dzień piąty

Dzień piąty
Lidzbark Warmiński, kamienica przy placu Młyńskim.
 Wyspa Herta na Jeziorze Wulpińskim była na początku XX wieku najpopularniejszym w tej części Europy miejscem wypoczynkowo-restauracyjnym. Tu, Robert Rogalla restaurator z Olsztyna, wybudował pensjonat z gospodą. Z lądu można było dostać się na wyspę łodzią wiosłową oraz promem, który łączył Dorotowo z Hertą. Przybywali tu turyści z Niemiec, mieszkańcy wsi i Olsztyna. Na wyspie znajdowały się też: stadnina koni, gospodarstwo rolne, muzeum, sad. Duże powodzenie miała też pijalnia win porzeczkowych własnego wyrobu. Okres największej świetności zaczął się dla Herty po I wojnie światowej. Popularność tego miejsca przerwał tragiczny wypadek. 21 lipca 1935 roku podczas podróży z wyspy, w czasie burzy, w odległości około 50 metrów od brzegu wsi wywróciła się łódź motorowa z 24 pasażerami. Utonęło 12 osób oraz jedna niosąca pomoc, mieszkaniec Królewca, który z brzegu pospieszył rozbitkom na ratunek. Po tym wydarzeniu pensjonat zaczął podupadać. Po II wojnie światowej komitet wojewódzki partii miał tu ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy, dawne budynki zostały przystosowane do nowych celów. Po 1989 roku ośrodek zakończył działalność. Na wyspie  znajduje się cmentarz rodziny Rogallów, resztki zabudowań, sadu, a w okresie letnio-jesiennym całość gęsto porastają krzaki jeżyn. Na dnie jeziora nadal spoczywa prom i eksponaty muzealne. Z wyspą związana jest legenda.
W pobliskim Dorotowie żyła kiedyś dziewczyna imieniem Herta, córka bogatego gospodarza. Zakochała się ze wzajemnością w ubogim rybaku z tej samej wioski. Ojciec dziewczyny nie chciał jednak słyszeć o małżeństwie i któregoś dnia, aby wybić jej to z głowy, zawiózł ją na wyspę. Za kilka dni przypłynę po ciebie, może do tego czasu zmądrzejesz! — powiedział. Ale kiedy wrócił za kilka dni na wyspę, dziewczyny już tam nie znalazł. Prawdopodobnie, próbując dostać się do brzegu, utonęła. Odtąd wyspę, która miała nazwę Baciów Ostrów, a potem Petrykowski Ostrów, mieszkańcy Dorotowa zaczęli nazywać Hertą. Potem opowiadano sobie, że Herta, dziewczyna która zaginęła pojawiała się na falach jako duch, ostrzegając rybaków przed burzą. Nie posłuchał jej kapitan promu, kiedy się pokazała, nie zawrócił do brzegu i stąd tragiczna katastrofa.

niedziela, 4 lutego 2018

Dzień czwarty

Dzień czwarty
Łęgajny-Barczewo, szynobus na trasie Olsztyn-Korsze.
Gościniec Niborski (czasem określany także jako trakt nibordzki) to dawny trakt królewski wiodący z Olsztyna do Nidzicy i fragment historycznego szlaku z Warszawy do Królewca. Tędy mogli jeździć królowie, biskupi, rycerstwo oraz wielcy humaniści odrodzenia: Kopernik, Rej, Kochanowski, Frycz-Modrzewski. Tędy przejeżdżał też Jagiełło, Napoleon, powstańcy listopadowi. Mapa Schroettera wyraźnie pokazuje drogę z Olsztyna do Bartąga, dalej między jeziorami Łańskie i Pluszne do Kurek, Napiwody i Nidzicy (Nibork w gwarze warmińskiej). Do dziś w pobliżu Rusi można zobaczyć kamienie graniczne gościńca, ślady nieistniejących już wsi oraz spojrzeć z mostu na Łynę łączącą się z Marózką. Na szlaku podziwiamy też malownicze krajobrazy Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej. Dalej trasa łączy się z traktem biskupim z Bałd.

sobota, 3 lutego 2018

Dzień trzeci

Dzień trzeci
Olsztyn, skan pocztówki z 1968 r. przedstawiającej SANa stojącego przed Biblioteką Wojewódzką. To popularny w PRL-u bibliobus – biblioteka na kółkach.
Jacy byli polscy Warmiacy, gdy ich ziemie stały się częścią Prus? Tak swych rodaków scharakteryzował Warmiak Kazimierz Sieniawski: Charakter Warmianina Polaka wykazuje wiele stron pięknych: pracowitość i oszczędność, dalej humor w dobrych czasach jak i w niedoli, wesołość i dobroduszność złączoną z pewnym rodzajem bystrości przyrodzonej; wobec obcych, a szczególnie innoplemieńców, okazuje nieśmiałość pewną, choć z natury ma odwagę nieustraszoną i hart duszy i ciała, który często przechodzi w upór niczym niezłamany. Niełatwo przywyka do nowości, choć o jej korzyściach jest przekonany. Podobną ocenę polskojęzycznym Warmiakom wystawił ksiądz Walenty Barczewski w swych słynnych Kiermasach na Warmiji: Ludność warmijska jest głęboko religijna, pracowita, spokojna i nadzwyczaj konserwatywna. Temu konserwatyzmowi mają niemieccy współobywatele nasi do zawdzięczenia przewagę we wszystkich zawodach, lecz temu samemu konserwatyzmowi zawdzięczamy, że lud pozostał polskim, że się oparł wszystkim germanizatorskim zapędom i że na długo jeszcze takim pozostanie.
Warmiacy, z natury uprzejmi i gościnni, przyjaźnie nastawieni do świata, byli także bardzo tolerancyjni, o czym również nie omieszkał wspomnieć Barczewski, pisząc: Wypada nam wspomnieć o jeszcze jednej właściwości ludu naszego. Lud warmijski sprzyja Żydom. Istotnie, Żydów nie było na Warmii wielu, ale ci co byli, cieszyli się szacunkiem i poważaniem, a lud uważał ich za "swoich". O Żydach warmińskich Warmiacy mawiali: To nasze polskie i katolickie Żydy. Szymon Drej, Święta Warmia, ElSet, Olsztyn 2007.
| Copyright © 2007/18 Kochamy Warmię |