poniedziałek, 19 lutego 2018

Dzień dziewiętnasty

Dzień dziewiętnasty
Klewki, brzeg jeziora Linowskiego.
Warmia lub Warmija (pruskie Wormjan – czerwona ziemia, warm. Warńija, mazur. Warmzia, łac. Varmia) – kraina historyczna w obecnym województwie warmińsko-mazurskim. Nazwę wzięła od pruskiego plemienia Warmów. Zasięgiem obejmuje 4249 km², czyli środkową i północną część Pojezierza Olsztyńskiego, północno-zachodnią część Pojezierza Mrągowskiego i Równinę Warmińską, zamieszkuje ją 350 tys. mieszkańców. Warmia to kościoły, zamki, kapliczki, czerwona cegła, odkrywanie brukowanych dróg, wojaże rowerowe, aleje drzew przy drogach, dziewicza przyroda usiana lasami i wzgórzami o leniwych, obłych zboczach oraz raj dla wielbicieli jezior i rzek. To również bezkresne królestwo dzikiego ptactwa i zwierzyny. Wszechwładną panią jest tutaj natura. Nieliczne miasta przegrywają z nią urodą na całej linii.

niedziela, 18 lutego 2018

Dzień osiemnasty

Dzień osiemnasty
Droga nr 530, Warmia, okolice Głotowa.

Na Warmii istniał zwyczaj, że ojciec, zanim rozpoczął krajanie chleba, nożem znaczył na nim krzyż i dopiero potem odkrawał kawałki. Dzieci pouczano od najmłodszych lat: " Szanujcie dzieci kawałek chleba, bo może biednym dać go potrzeba". Jeżeli się zdarzyło, że komuś spadł kawałek chleba, starsi nakazywali go podnieść i pocałować, a tym samym przeprosić. 
Były lata i zaraźliwych chorób. Pola stały nie obsiane, a to co rosło z powodu ulewnych deszczy tylko częściowo sprzątnięto z pól i wymłócono. Istniały wypadki, że chleb z ostatniego ziarna zjedzono już na święta Bożego Narodzenia. Często wśród ludzi panował głód i dlatego otaczano chleb takim szacunkiem. W latach głodu do mąki czy śruty dodawano gotowanych i tartych kartofli, otrąb a nawet plew. Jeśli ktoś jedząc chleb grymasił, mawiano: "Nie ma w chlebie ości, kiedy się ciało wypości". W tych ciężkich czasach rodzice, choć z bólem serca, musieli skąpić dzieciom chleba. Dlatego zamykano go w komorze lub składano na drążkach na zapiecku. Jeżeli był to chleb z otrąb i bardzo kruchy, dzieci poruszały drążkami, żeby im spadł kawałek. Stąd powstało powiedzonko: " Co łuleci, to na dzieci". Maria Zientara-Malewska, Wieś nad łąkami, Pojezierze, Olsztyn 1988.

sobota, 17 lutego 2018

Dzień siedemnasty

Dzień siedemnasty
Biskupiec Reszelski, rynek, plac Wolności, 1918 r.
Historyczna Warmia przez dwieście dwadzieścia trzy lata (1243-1466) była pod panowaniem Krzyżaków, ponad trzysta lat we władaniu Rzeczypospolitej (1466-1772), sto siedemdziesiąt trzy lata (1772-1945) w państwie pruskim, potem niemieckim, a od 1945 znalazła się po raz drugi w granicach Polski. Zamieszkiwana początkowo przez pruskich Warmów, Natangów oraz Galindów została skolonizowana przez Niemców, a w XVI wieku również przez Polaków. W czasach nowożytnych północną Warmię zasiedlili Niemcy, południową Polacy. Przez długie wieki między Warmiakami mówiącymi po niemiecku i po polsku nie było antagonizmów narodowościowych. Żyli zgodnie i przykładnie. Dopiero pod koniec XIX wieku można obserwować na Warmii przebudzenie narodowe i większe zbliżenie się do wszystkiego, co polskie. W dużym stopniu przyczyniły się do tego objawienia gietrzwałdzkie w 1877 roku, podczas których Maryja przemówiła do dzieci po polsku.

piątek, 16 lutego 2018

Dzień szesnasty

Dzień szesnasty
Olsztyn, widok z wiaduktu Powstańców Węgierskich 1956 roku.
Wędrowaliśmy ulicami prowadzącymi pod górę i w dół, przechodziliśmy przez mosty i tory kolejowe i dalej szliśmy przed siebie. Nie kierowaliśmy się do żadnego konkretnego miejsca, wystarczało nam po prostu, że idziemy. Szliśmy skupieni, zupełnie jakby marsz był jakimś religijnym rytuałem mającym na celu uzdrowienie duszy. Haruki Murakami, Norwegian Wood, Muza, Warszawa 2016.

czwartek, 15 lutego 2018

Dzień piętnasty

Dzień piętnasty
Kościół w Nowym Kawkowie.
Ludność warmińskiej wsi można było podzielić na pięć grup. Pierwsi to oczywiście "duże gbury", czyli gospodarze posiadający kilka włók ziemi, las, a czasem i własne jezioro. Druga "kategoria" ludzi to ci, którzy mieli około włóki roli i dwa konie. Ci co mieli mniej roli, około trzydziestu mórg i jednego konia, to biedniejsi gospodarze. Osobną grupę tworzyli rzemieślnicy i chałupnicy. Najubożsi zaś mieszkali "na komornem" i zajmowali się pracą na roli lub wyjeżdżali latem do pracy w cegielni albo też do miast jako pomocnicy murarzy lub cieśli. 
Babka i moja matka opowiadały mi, że około stu lat termu bogaci gospodarze żyli przeważnie z tego, co sami wygospodarowali. Żywili się chlebem, kluskami, mięsem, kapustą, brukwią, marchwią, mlekiem i twarogiem. Masło, jaja i drób sprzedawali na targach i jarmarkach w Olsztynie, aby mieć grosz nie tylko na stroje, ile na posagi dla licznych zwykle synów i córek. Przyodziewek i bieliznę tkali na krosnach z własnego lnu lub wełny. Ubierali się skromnie, chociaż dostatnio i schludnie. Maria Zientara-Malewska, Wieś nad łąkami, Pojezierze, Olsztyn 1988.

środa, 14 lutego 2018

Dzień czternasty

Dzień czternasty
Lidzbark Warmiński, piwnice zamkowe.
Jan Stefan Wydżga był biskupem warmińskim w latach 1659-1679. Jako biskup zrealizował wiele przedsięwzięć budowlanych, m.in. odbudował pałac biskupi na wzgórzu katedralnym we Fromborku, zbudował pałac przy zamku w Lidzbarku, odbudował pomieszczenia mieszkalne przy kolegiacie w Dobrym Mieście, budował klasztor bernardynów w Stoczku Klasztornym. W tytulaturze biskupów warmińskich od początku XVI w. widniał tytuł prezesa Ziem Pruskich, a Wydżga był prezesem doskonałym. Miał dar przekonywania opozycjonistów, wygłaszał pełne dramaturgii mowy i walczył o Warmię. Po pałacu biskupa pozostał jedynie zarys fundamentów – między południowym skrzydłem zamku oraz suchą fosą znajdującą się między zamkiem a południowym przedzamczem. Gruzami pałacu zasypano fosę. Prezydent Prus Wschodnich, von Schön, pisał w 1838 r. do biskupa Andrzeja Stanisława von Hattena, że zamek jest zbędnym, zaprzepaszczonym, starym budynkiem, zasługującym na sprzedaż albo na rozbiórkę. Dobrze, że plan się nie ziścił.

wtorek, 13 lutego 2018

Dzień trzynasty

Dzień trzynasty
Warmia, okolice Brąswałdu.
Od wieków tu, gdzie jest dziś Brąswałd, szumiały bezkresne lasy i bory. Od wieków wśród lasów niebieściły się liczne jeziora. W puszczy żyły swobodnie dzikie zwierzęta: żubry, niedźwiedzie, wilki, łosie, dzikie konie, moc jeleni, sarn, danieli, rysiów i zajęcy. Jeziora pełne były ryb. Aż tu pewnego dnia przybyli do tych lasów ludzie. Skąd przybyli? Nie wiadomo. Długo słychać było huk toporów i gwar ludzi stawiających pierwsze chaty. Może było to na owym wzgórzu przy drodze do Bukwałdu? 
Pierwsi mieszkańcy Brąswałdu, gdy wykarczowali las, zaczęli orać i siać. Z pewnością siali żyto, jęczmień, i owies, a także len, by móc tkać płótno na koszule i przyodziewek. Kartofli ludzie wówczas nie znali i jeszcze upłynęły długie lata, zanim posadzono kartofle w opornej ziemi. Ziemia wydarta borom okazała się jałowa. Niejeden rolnik po kilku latach niekorzystnych plonów machnął ręką i szukał lepszej ziemi gdzieś nad jeziorem lub na gliniastych wzgórzach na północ od wioski, gdzie później powstały drogi do Bukwałdu i Spręcowa. Na piaszczystej ziemi szybko wyrósł znowu bór i tylko tu i ówdzie, obok Mosągu, niedaleko do Kajn są ślady, że orano kiedyś tę ziemię w głębokie bruzdy i "lechy". Maria Zientara-Malewska, Wieś nad łąkami, Pojezierze, Olsztyn 1988.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Dzień dwunasty

Dzień dwunasty
Trolejbus w Olsztynie, 1950 r.
Na ulice Olsztyna trolejbusy wyjechały pierwszy raz 1 września 1939 r., kiedy uruchomiono linię nr 1 na trasie Dworzec Główny – Osiedle Mazurskie. Kursowało na niej 5 trolejbusów (posiadały 28 miejsc siedzących i 17 stojących), a częstotliwość jazdy wynosiła 15 minut. Kilka dni później uruchomiono linię nr 2 na trasie Plac Roosevelta – Jagiellończyka – koszary wojskowe. Linia ta została jednak zlikwidowana wraz z linią tramwajową nr 2. W 1943 r. na trasie linii 2 Ratusz – Jakubowo (Jakobsberg) tramwaje zostały zastąpione trolejbusami. Po ulicach Olsztyna kursowały również trolejbusy ciężarowe, dowożące węgiel ze składu przy obecnej ulicy Lubelskiej do gazowni przy ulicy Knosały. Kursowanie trolejbusów zawieszono 22 stycznia 1945 r. Podczas zajęcia miasta przez Armię Czerwoną sieć trolejbusowa została doszczętnie zniszczona, ale same trolejbusy nie ucierpiały i przetrwały w stanie nienaruszonym. 10 grudnia 1946 r. otwarto linię trolejbusową na trasie Osiedle Mazurskie – Plac Roosevelta. 28 stycznia 1948 r. do użytku oddano nową trasę: Plac Roosevelta – Kortowo. Linia trolejbusowa do Jakubowa nie doczekała się odbudowy, a jej trasę obsługiwały do roku 1965 tramwaje. W 1949 r. uruchomiono trolejbus towarowy wożący węgiel z ulicy Lubelskiej do gazowni przy ulicy Knosały. W roku 1969 linię trolejbusową nr 3, kursującą na trasie Limanowskiego – Kortowo, zastąpiono linią autobusową nr 3 na trasie Fabryka Mebli – Kortowo. 31 lipca 1971 r. zastąpiono linię trolejbusową nr 4, kursującą na trasie Limanowskiego – Osiedle Mazurskie, linią autobusową nr 4 na trasie Jakubowo – Osiedle Mazurskie i tym samym nastąpiła całkowita likwidacja olsztyńskich trolejbusów.

niedziela, 11 lutego 2018

Dzień jedenasty

Dzień jedenasty
Olsztyn, ul. 1 Maja, Teatr im. S. Jaracza.
Teatr w Olsztynie działa od 1945 roku, mieści się w gmachu przedwojennego teatru niemieckiego. Pierwszą premierę zagrano w listopadzie 1945 roku, była to Moralność pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Stanisława Milskiego. Początkowo teatr działał pod nazwą Teatru Warmii i Mazur. Od 1946 roku istnieje pod obecną nazwą, Teatr im. Stefana Jaracza. Do 1975 roku jego filialną sceną był teatr w Elblągu. Teatr organizuje Olsztyńskie Spotkania Teatralne.

sobota, 10 lutego 2018

Dzień dziesiąty

Dzień dziesiąty
Łańsk, rezerwat Las Warmiński.
Warmię przepasuje Łyna swoją srebrnoniebieską, aksamitną wstęgą. Na jej brzegach stoją zadumane rosochate wierzby, gadatliwe olchy i brzozy w białych sukniach i zielonych welonach.
Maria Zientara-Malewska, Warmio moja miła

piątek, 9 lutego 2018

Dzień dziewiąty

Dzień dziewiąty
Okolice Olsztyna, jez. Kielarskie.
"Warmia nie należy do żadnego z województw wyjaśniał kiedyś Kromer w "Polonii" podlega jeno swemu biskupowi i jego kościelnej władzy pod głównym zwierzchnictwem króla polskiego. W istocie, za warmińskim kordonem świat zmieniał się w oknach karety, jak gdyby nie lądem przeniosły ją konie, lecz przez morze przybiły do samotnej, dalekiej wyspy. O wyspie tej szeptano w duchownych sferach Polski, że błyszczy złotym jabłkiem in partibus fidelium Korony. Utrzymywano, że panowanie ma tu inny smak i aromat, że blask jego przełamuje się niby w pryzmacie w pełny urok udzielności. Nie darmo książęca korona łączyła się tu z mitrą. Wysokie miejsce zajmował książe-biskup w polskim senacie, zasiadał z urzędu na czele pruskiego, nierzadko łączył ze swą godnością małą pieczęć koronną lub rezydował w trybunale, jak równy z równym zmawiał się z pruskim sąsiadem. Czyż można się dziwić, że prawie przez igielne ucho wjeżdżało się do Butryn, Wartemborka (Barczewo), Jezioran, Lidzbarka, do katedralnego Fromborka, ze mało komu z polskich prałatów iściła się ambitna chętka posmakowania rozkoszy lidzbarskich: królewskiej jeno rodzinie, synom wielkich i wpływowych rodów, uczonym, czy faworytom dworu. Władysław Ogrodziński, Pochwała Lidzbarka, Elset, Olsztyn 2008.

czwartek, 8 lutego 2018

Dzień ósmy

Dzień ósmy
Krużganki w Stoczku Klasztornym.
Jesteśmy na Starym Mieście, koło starego, historycznego Ratusza. Przed nami w środku północno-wschodniej ściany Rynku stoi gmach, w którym u schyłku ubiegłego wieku mieścił się sklep kolonialny kupca Wojthalera. Słynął nie tylko z tego, że był bogato zaopatrzony we wciórko, co tło dusza zapragnie ale przede wszystkim z tego, że posiadał najlepszą tubakę do zażywania. Toteż w dni targowe, wtorki i piątki, było tam rojno i gwarno, gdyż wszystkie zażywoki z bliższych i dalszych wiosek z okolic Olsztyna tylko u niego w ten cenny dla siebie proszek się zaopatrywali. Pewnego razu pamiętam komisja sanitarna stwierdziła w tabace Wojtka (tak Warmiacy popularnie go nazywali) zbyt wielką ilość tartego szkła, które miało wzmagać jej ostrość. Uznając ją za szkodliwą dla nosa, zarządziła konfiskatę i nakazała cały zapas, w ilości kilku cetnarów, zakopać. „Gazeta Olsztyńska" opisując ten niecodzienny wypadek oświadczyła ironicznie, iż władze pruskie tak troskliwą opieką otaczają jedynie nosy polskich Warmiaków. Po tę pokrzepkę nosową chodziłem i ja często do Wojtka, z początku dla mojego mistrza krawieckiego, u którego terminowałem, a później, gdym się tym nałogiem zaraził i dla własnej konsumpcji. Alojzy Śliwa, Spacerkiem po Olsztynie, Pojezierze, Olsztyn 1970.

środa, 7 lutego 2018

Dzień siódmy

Dzień siódmy
Rozgity, w domu pani Haliny.
Piękna jest olsztyńska ziemia. Zielona lasami i łąkami, błękitna niebem i wodą, złocista zbożowymi polami. Coraz więcej turystów, najliczniejsi zjeżdżają w pełni lata, choć jesień u nas piękna, i zima, i wiosna... Rozbudowują się miasta, osiedla i wsie. To ludzie są jednak najcenniejszym skarbem tej ziemi, którą odbudowali i zagospodarowali, w którą wrośli. Tadeusz Ostojski, Olsztyńskie, Pojezierze, Olsztyn 1973.

wtorek, 6 lutego 2018

Dzień szósty

Dzień szósty
Olsztyn, skrzyżowanie Kościuszki z Piłsudskiego.
Park Zamkowy jedno z najpiękniejszych miejsc w Olsztynie. Zlokalizowany na Starym Mieście, w pobliżu olsztyńskiej warowni, przecięty rzeką Łyną jest ulubionym miejscem spacerowiczów. W parku znajdują się fontanny, liczne pomniki autorstwa Ryszarda Wachowskiego, Balbiny Świtycz-Widackiej czy Antoniego Szczypczyńskiego, chociażby Symfonia ptaków, wodospad potocznie nazywany Niagarą oraz XIX-wieczne mosty kolejowe. Jest też Most Zamkowy, który bronił dostępu do zamku. Zbudowano go w 1904 roku zastępując stary, drewniany. Przy jego budowie nie wyrównano poziomu przyczółków i powstał most kamienny o ukośnej konstrukcji. Schodząc w głąb dawnej fosy, po prawej stronie na ostatnim zdjęciu, napotykamy się na symboliczny pomnik kobiety. Przypomina on o związkach staropruskiej nazwy rzeki Alny (spolszczonej na Łynę) z nazwą miasta Allenstein, co oznacza Łyński Kamień (allen - łyński, stein - kamień) była to oficjalna nazwa miasta nadana mu przez kapitułę warmińską. Z czasem nazwa ta przekształciła się na Holenstein, Holsztyn, Olsztyn. Do tego zamek. Miejsce, z którego Kopernik prowadził obserwacje planet, czego wyniki przytoczył w V księdze De revolutionibus, tu także napisał rozprawę o monecie, a na ścianie krużganka wykreślił tablicę astronomiczną, służącą do graficznego zapisu zjawiska wiosennych i jesiennych zrównań dnia z nocą. Przez Park Zamkowy przechodzą dwa szlaki turystyczne: Szlak Kopernikowski oraz Czarny Szlak im. Alojzego Śliwy (18,5 km), oba piesze.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Dzień piąty

Dzień piąty
Lidzbark Warmiński, kamienica przy placu Młyńskim.
 Wyspa Herta na Jeziorze Wulpińskim była na początku XX wieku najpopularniejszym w tej części Europy miejscem wypoczynkowo-restauracyjnym. Tu, Robert Rogalla restaurator z Olsztyna, wybudował pensjonat z gospodą. Z lądu można było dostać się na wyspę łodzią wiosłową oraz promem, który łączył Dorotowo z Hertą. Przybywali tu turyści z Niemiec, mieszkańcy wsi i Olsztyna. Na wyspie znajdowały się też: stadnina koni, gospodarstwo rolne, muzeum, sad. Duże powodzenie miała też pijalnia win porzeczkowych własnego wyrobu. Okres największej świetności zaczął się dla Herty po I wojnie światowej. Popularność tego miejsca przerwał tragiczny wypadek. 21 lipca 1935 roku podczas podróży z wyspy, w czasie burzy, w odległości około 50 metrów od brzegu wsi wywróciła się łódź motorowa z 24 pasażerami. Utonęło 12 osób oraz jedna niosąca pomoc, mieszkaniec Królewca, który z brzegu pospieszył rozbitkom na ratunek. Po tym wydarzeniu pensjonat zaczął podupadać. Po II wojnie światowej komitet wojewódzki partii miał tu ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy, dawne budynki zostały przystosowane do nowych celów. Po 1989 roku ośrodek zakończył działalność. Na wyspie  znajduje się cmentarz rodziny Rogallów, resztki zabudowań, sadu, a w okresie letnio-jesiennym całość gęsto porastają krzaki jeżyn. Na dnie jeziora nadal spoczywa prom i eksponaty muzealne. Z wyspą związana jest legenda.
W pobliskim Dorotowie żyła kiedyś dziewczyna imieniem Herta, córka bogatego gospodarza. Zakochała się ze wzajemnością w ubogim rybaku z tej samej wioski. Ojciec dziewczyny nie chciał jednak słyszeć o małżeństwie i któregoś dnia, aby wybić jej to z głowy, zawiózł ją na wyspę. Za kilka dni przypłynę po ciebie, może do tego czasu zmądrzejesz! — powiedział. Ale kiedy wrócił za kilka dni na wyspę, dziewczyny już tam nie znalazł. Prawdopodobnie, próbując dostać się do brzegu, utonęła. Odtąd wyspę, która miała nazwę Baciów Ostrów, a potem Petrykowski Ostrów, mieszkańcy Dorotowa zaczęli nazywać Hertą. Potem opowiadano sobie, że Herta, dziewczyna która zaginęła pojawiała się na falach jako duch, ostrzegając rybaków przed burzą. Nie posłuchał jej kapitan promu, kiedy się pokazała, nie zawrócił do brzegu i stąd tragiczna katastrofa.

niedziela, 4 lutego 2018

Dzień czwarty

Dzień czwarty
Łęgajny-Barczewo, szynobus na trasie Olsztyn-Korsze.
Gościniec Niborski (czasem określany także jako trakt nibordzki) to dawny trakt królewski wiodący z Olsztyna do Nidzicy i fragment historycznego szlaku z Warszawy do Królewca. Tędy mogli jeździć królowie, biskupi, rycerstwo oraz wielcy humaniści odrodzenia: Kopernik, Rej, Kochanowski, Frycz-Modrzewski. Tędy przejeżdżał też Jagiełło, Napoleon, powstańcy listopadowi. Mapa Schroettera wyraźnie pokazuje drogę z Olsztyna do Bartąga, dalej między jeziorami Łańskie i Pluszne do Kurek, Napiwody i Nidzicy (Nibork w gwarze warmińskiej). Do dziś w pobliżu Rusi można zobaczyć kamienie graniczne gościńca, ślady nieistniejących już wsi oraz spojrzeć z mostu na Łynę łączącą się z Marózką. Na szlaku podziwiamy też malownicze krajobrazy Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej. Dalej trasa łączy się z traktem biskupim z Bałd.

sobota, 3 lutego 2018

Dzień trzeci

Dzień trzeci
Olsztyn, skan pocztówki z 1968 r. przedstawiającej SANa stojącego przed Biblioteką Wojewódzką. To popularny w PRL-u bibliobus – biblioteka na kółkach.
Jacy byli polscy Warmiacy, gdy ich ziemie stały się częścią Prus? Tak swych rodaków scharakteryzował Warmiak Kazimierz Sieniawski: Charakter Warmianina Polaka wykazuje wiele stron pięknych: pracowitość i oszczędność, dalej humor w dobrych czasach jak i w niedoli, wesołość i dobroduszność złączoną z pewnym rodzajem bystrości przyrodzonej; wobec obcych, a szczególnie innoplemieńców, okazuje nieśmiałość pewną, choć z natury ma odwagę nieustraszoną i hart duszy i ciała, który często przechodzi w upór niczym niezłamany. Niełatwo przywyka do nowości, choć o jej korzyściach jest przekonany. Podobną ocenę polskojęzycznym Warmiakom wystawił ksiądz Walenty Barczewski w swych słynnych Kiermasach na Warmiji: Ludność warmijska jest głęboko religijna, pracowita, spokojna i nadzwyczaj konserwatywna. Temu konserwatyzmowi mają niemieccy współobywatele nasi do zawdzięczenia przewagę we wszystkich zawodach, lecz temu samemu konserwatyzmowi zawdzięczamy, że lud pozostał polskim, że się oparł wszystkim germanizatorskim zapędom i że na długo jeszcze takim pozostanie.
Warmiacy, z natury uprzejmi i gościnni, przyjaźnie nastawieni do świata, byli także bardzo tolerancyjni, o czym również nie omieszkał wspomnieć Barczewski, pisząc: Wypada nam wspomnieć o jeszcze jednej właściwości ludu naszego. Lud warmijski sprzyja Żydom. Istotnie, Żydów nie było na Warmii wielu, ale ci co byli, cieszyli się szacunkiem i poważaniem, a lud uważał ich za "swoich". O Żydach warmińskich Warmiacy mawiali: To nasze polskie i katolickie Żydy. Szymon Drej, Święta Warmia, ElSet, Olsztyn 2007.

piątek, 2 lutego 2018

Dzień drugi

Dzień drugi
Olsztyn, jez. Ukiel.
To było wra­że­nie – czuć wiatr we wło­sach i ści­gać się z in­ny­mi. Przy­po­mnia­łem so­bie, co to kor­ki, czym jest zie­lo­na i czer­wo­na fala, cho­ciaż tej pierw­szej w Olsz­ty­nie ra­czej nie uświad­czysz. Je­cha­łem w stro­nę cen­trum, su­nąc dziu­ra­wy­mi uli­ca­mi; mi­ja­łem nowe ron­da i skle­py. Sie­dząc w miesz­ka­niu, mia­łem wra­że­nie, że mia­sto tak jak ja po­grą­żo­ne jest w smut­ku i bez­czyn­no­ści. My­śla­łem, że nic się nie zmie­ni, uli­ce i bu­dyn­ki będą takie, jakimi je zapamiętałem. W głębi duszy chciałem, żeby tak było, żeby życie za­mar­ło i nie ucie­ka­ło mi przez pal­ce, kie­dy sie­dzia­łem bier­nie i pła­ka­łem. By­łem sa­mo­lub­ny. No i my­li­łem się – wie­le się zmie­ni­ło. Po­ja­wi­ły się pla­ce, nowe dziel­ni­ce, dro­gi; pa­trzy­łem na miej­sca, któ­rych nie po­zna­wa­łem. Uli­ce w mie­ście mają swo­je nie­po­wta­rzal­ne hi­sto­rie. Nie­ste­ty, więk­szość tych, któ­re się za­pa­mię­tu­je, to opo­wie­ści o śmier­ci. Gdy­bym po­pro­sił ko­go­kol­wiek o opi­sa­nie dzie­jów uli­cy Bał­tyc­kiej, któ­rą wła­śnie je­cha­łem, zo­stał­bym zby­ty mam­ro­ta­niem i pół­słów­ka­mi. Całą drogę przez otwartą szybę dochodził do moich uszu umiar­ko­wa­ny ha­łas; gło­sy lu­dzi, szum drzew i je­zio­ra, pisk opon, war­kot sil­ni­ków i świer­got pta­ków – tęt­no Olsz­ty­na. Po­czu­łem, że mogę za­cząć żyć na nowo... Piotr Sender, Po drugiej stronie cienia, Virtualo, Warszawa 2014.

czwartek, 1 lutego 2018

Dzień pierwszy

Dzień pierwszy
Dworzec kolejowy Olsztyn Główny.
Budynek z przełomu wieku, oczywiście z czerwonej cegły, powstał właściwie w centrum, ponieważ Olsztyn był w czasach pruskich miastem garnizonowym. Chodziło o efekt psychologiczny: żeby szwendający się na przepustkach wojacy widzieli, gdzie mogą trafić, jeśli im coś głupiego strzeli do głowy. No i proszę, efekt psychologiczny ciągle działał. Oto stał w sercu Olsztyna, na wyciągnięcie ręki po lewej stronie miał ratusz, rzut kamieniem dalej Stare Miasto, za jego plecami pysznił się symbol olsztyńskiego architektonicznego bezguścia, czyli centrum handlowe, a przed sobą widział więzienie, właściwie tuż przy ulicy, oddzielone od niej wysokim murem, obklejonym plakatami [...] Areszt zwracał też uwagę ciekawym detalem. Otóż okna cel zasłonięte były żaluzjami składającymi się z szeregu poprzecznych blaszek, ustawionych pod kątem czterdziestu pięciu stopni. W ten sposób, że aresztanci mogli spojrzeć w niebo, na chmury i na słońce, ale nie mogli w dół, na życie i na ulicę. Zygmunt Miłoszewski, Gniew, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014.
| Copyright © 2007/18 Kochamy Warmię |