sobota, 2 stycznia 2016

Styczeń z Lidzbarkiem Warmińskim / #1 oraz warmińskie stacje na starej fotografii

Witajcie w 2016 roku. Wiem, że pewnie trzyma Was jeszcze gorączka sylwestrowej nocy, znam to z autopsji, zatem na rozbudzenie polecam dzisiejszy wpis. Serię z Lidzbarkiem Warmińskim zaczniemy od pozostałości po dworcu kolejowym. Dawniej przez Lidzbark Warmiński przetaczało się kilkanaście pociągów dziennie. Odjeżdżały stąd składy w kierunku Słobit-Bartoszyc, Sątop-Samulewa, Czerwonki-Korniewa w Obwodzie Kaliningradzkim (linia 224), Górowa Iławeckiego. Znajdowały się tu 3 perony oraz dwie kasy, lokomotywownia, wieża wodna. Stacja kolejowa została otwarta 1 października 1899 roku, całkowicie zamknięto ją w 2005 roku. 1 czerwca 1996 roku odjechał stąd ostatni pociąg pasażerski relacji Czerwonka-Lidzbark Warmiński. W 2011 roku widoczne były jeszcze elementy infrastruktury kolejowej. Dziś słychać tylko pogwizdywanie wiatru, z torowiska uczyniono drogę donikąd, straszą toalety i rzędy peronowych lamp. Z drugiej strony budynku znajdują się stanowiska obsługiwane przez firmę Mobilis. A kto wie, dlaczego H9-21 na zimę ubierają szaliki?
Poniżej warmińskie stacje na starej fotografii, o zatajonej katastrofie nieopodal Bisztynka, a następnym razem wkraczamy do centrum miasta Kraśnickiego Krasickiego przecież, polecam.
Stare dworce w Bisztynku, Reszlu, Braniewie, Braniewie Bramie, Olsztynie, Lidzbarku Warmińskim i już poza granicami Warmii Tolkmicku.
Katastrofa kolejowa w Sątopach-Samulewie
Uciekamy od teraźniejszości i przenosimy się 61 lat wstecz. Jest 26 stycznia 1954 r. Mroźna zima doskwiera pracownikom i pasażerom polskich kolei. Tuż za stacją w Sątopach, warmińską wsią pomiędzy Bisztynkiem i Reszlem, zderzył się pociąg pasażerski z towarowym. Zginęło wówczas kilkadziesiąt osób. Sprawę zatajono, a dziś znana jest ona tylko z relacji świadków oraz akt sądowych. Krąży też o niej wiele sprzecznych informacji, gdyż peerelowskie media w tej kwestii milczały. Zebrałem kilka faktów, ale po kolei.
Dwa pociągi 
Pierwszy pociąg to skład osobowy relacji Białystok Olsztyn Gdynia, który był ciągnięty przez parowóz Pt 47-45. Za lokomotywą znajdował się wagon bagażowy, pięć wagonów osobowych 3. i 2. klasy oraz wagon chłodnia i pocztowy. Pociąg drugi, towarowy, kierował się do Korsz i przewoził 1780 ton węgla. Przed wyruszeniem w trasę kolejarze nie sprawdzili ile piasku zostało w zbiorniku (potrzebny był do posypywania szyn w razie poślizgu), nie odwodnili też główkowego zbiornika powietrznego. 26 stycznia 1954 r. o godzinie 11.15, zgodnie z kolejowym rozkładem jazdy, drugi pociąg miał minąć stację w Sątopach-Samulewie. Tak się nie stało, ponieważ już podczas trasy na jaw wyszła usterka, zestaw towarowy jechał bardzo wolno, w ostateczności doszło do rozerwania składu na dwie części. Pociąg zatem zatrzymał się nieopodal stacji w Górowie. Dopiero wieczorem, po połączeniu wagonów ruszył w dalszą drogę, kierując się do Sątop-Samulewa. Błędem było to, że kolejarze nie sprawdzili działania hamulców. 
Spóźnienie osobowego 
Na stacji w Korszach pociąg osobowy stał dłużej niż zaplanowano, gdyż czekał na skomunikowany z nim, opóźniony o 10 minut pociąg z Bartoszyc. Ludzie wsiadali do pierwszego wagonu za lokomotywą, tłocząc się, ponieważ to w nim było najcieplej - temperatura na zewnątrz przekraczała minus 30 stopni Celsjusza. Skład ruszył. Natomiast pociąg towarowy nie zatrzymał się pod semaforem wjazdowym i jechał przed siebie z prędkością około 30 km/h, ciągle przyspieszając. Maszynista zignorował znaki świetlne i dźwiękowe dawane przez dyżurnego ruchu. Z parowozu wyskoczyły dwie osoby. Pociąg rozciął rozjazd i wjechał na pojedynczy tor, którym poruszał się osobowy z Białegostoku.
Huk 
Do zderzenia doszło na 352 kilometrze 236 metrze szlaku. Była godzina 22.19. Na miejsce zdarzenia dotarła jedna karetka, inne ugrzęzły w zaspach. Mieszkańcy oraz pracownicy PGR-u w pośpiechu organizowali transport rannych (37 osób) do szpitala w Reszlu, wiele osób umarło na miejscu, pozostali mieli odmrożenia. W sumie zginęło 17 osób, 18. ranny umarł w szpitalu.
Winni 
Śledztwo trwało miesiąc. Sprawa aktem oskarżenia objęła czterech kolejarzy. Wszyscy byli według sądu winni zarzucanych im czynów. Na 6 lat więzienia skazano kierownika pociągu towarowego, na 2 i pół roku więzienia skazany został pomocnik maszynisty towarowego. Zapadły też dwa wyroki w zawieszeniu. Za niedopełnienie obowiązków na 8 m-cy i 6 m-cy skazano załogę parowozu, która nie sprawdziła piasku w parowozowni w Olsztynie.
Niezatrzymanie się pociągu towarowego spowodowane było awarią hamulców w skutek zamarznięcia wody w przewodzie hamulcowym.
https://web.facebook.com/kochamy.warmie

28 komentarzy

  1. Człowiek nie wie nigdy , kiedy jego życie się zakończy....
    Brrr nie lubię zimy i boję się zamarznięcia.
    Trauma z dzieciństwa.
    Lidzbark Warmiński blisko Ornety albo odwrotnie.:-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Miasto sprawia wrażenie wymarłego. Piękna architektura teraz straszy. Wiele miasteczek boryka się z takimi problemami. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. bydgos2/1/16

    Katastrofy były zatajane w PRLu bo chodziło o to ,że w "demokracji ludowej"nie mógł ginąc "lud",to by stawiało w złym świetle trzymających władzę. Chyba w 1951 r. był wybuch w (pod) Bydgoszczy w Zachemie -zakładach produkujących materiały wybuchowe. Zginęło oficjalnie ok.50 osób. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa odwiedzali ranne ofiary w szpitalach i nakazywali milczenie. W gazetach była zaledwie wzmianka o wybuchu mimo ,że w części miasta wyleciały okna i szyby z okiem. A jednak PZPR I UB robiło wszystko by to ukryć. Tablicę upamiętniająca ofiary tamtej katastrofy odsłonięto dopiero w 1980r. za staraniem "Solidarności". Gdy podobne wypadki ale na mniejszą skalę zdarzały się w latach 80-tych,w których ginęły 2-4 osoby to prasa PRL-u milczała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wiele takich przypadków, zatajonych, nigdy niewyjaśnionych, także takich, w których skazano niewinnych ludzi. PRL ma wiele na sumieniu.

      Usuń
  4. Historia katastrofy ciekawa z wielu względów, no cóż, taką to mieliśmy władzę i oby nigdy więcej...

    zdjęcia ciekawe, uwielbiam dworce kolejowe, chętnie sama je fotografuję i porównuję z tym co było kiedyś, niestety, te dawne budynki są zdecydowanie ładniejsze, po prostu co widać na starych fotografiach.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Na te stare fotografie aż miło było popatrzeć. Ciekawe miejsce i to bardzo! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę historii, trochę teraźniejszości i mamy znakomity spacer :) Pozdrawiam i życzę powodzenia w tym 2016 :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż miło popatrzeć na Twoje zdjęcia! Aż mi zimno się zrobiło jak przeczytałam o tej katastrofie...Najlepszego w 2016 Roku!

    OdpowiedzUsuń
  8. Straszna to była katastrofa...
    A w Nowym Roku życzę Tobie /i sobie/ dalszych Twoich wspaniałych zdjęć i tekstów.
    No i zdrowia i szczęścia.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobry opis katastrofy jak i jej przyczyny. Nie znałam tej historii.
    Stare zdjęcia ciągle wspaniałe. Na ile pozmieniały się pokazane na nich
    miejsca? Nie wiem.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po Lidzbarku widać, że sporo się zmieniły. W stanie podobnym są dworce w Tolkmicku i Braniewie. Pozdrawiam

      Usuń
  10. ciekawe zdjęcia historyczne, a katastrofa okropna,tym bardziej,że zdarzyła się podczas tak dużych mrozów,gdzie pomoc lekarzy była utrudniona...zatajanie niewygodnej prawdy, teraz wychodzą na wierzch różne sprawy...a Ty jak widzę, tropisz te sprawy, brawo;)
    Wszystkiego Dobrego Zbyszku w Nowym Roku:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam
    U mnie nie było gorączki nocy sylwestrowej. Ja mam gorączkę wtedy gdy mam pojechac w fajne miejsce z kimś jeszcze fajniejszym :) Sylwester mnie po prostu nie kręci. Nie podążam za stadem :) W czerwonce to byłem. A także w Jezioranach i Biskupcu. Piekne stare fotki z duszą. A co do PKP to moja babcia rodowita Paryżanka mówiła "W tym kraju się wszyscy się wszędzie spóźniają tylko nie kolej. Chodziło oczywiście o PKP przedwojenne. Teraz chyba kolej nadrabia zacofanie i pozyskuje nowych klientów?
    Pozdrowienia z Warszawy i dobrego roku 2016!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, kiedyś była punktualność. Wszystkiego dobrego, Vojtku.

      Usuń
  12. Zdjęcia stare mają duszę i wiele mogą powiedzieć piekny reportaż straszna była ta katastrofa serdecznie pozdrawiam w 2016ROKU

    OdpowiedzUsuń
  13. Katastrofa to okropna historia, ale zdjęcia piękne, a te stare wyjątkowe, pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego w nowym roku!

    OdpowiedzUsuń
  14. pani od matmy4/1/16

    Szczęśliwego Nowego Roku :)
    Dużo marzeń, sił by je spełniać i błogosławieństw.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  15. Już się nie mogę doczekać mojej tegorocznej wyprawy na Warmię. Lidzbark tez odwiedzę.
    Ciekawie przedstawiłeś przebieg katastrofy, seria niefortunnych, błahych zdarzeń i taka tragedia

    OdpowiedzUsuń
  16. Stycznia bardzo nie lubię, dla mnie to bardzo ponury miesiąc. Historia bardzo ciekawa, szkoda tylko, że smutna.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszystkim wszystkiego dobrego w Nowym Roku, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety, za większość katastrof należy winić ludzi, bo gdyby mieli więcej rozwagi, do wypadków by nie dochodziło.
    Widzę, że fascynują Cię dworce i kolej, wcale Ci się nie dziwię, bo ja dzięki mojemu dworcowi, z którego przed laty dojeżdżałam do szkół, też lubię się im przyglądać. Te z czasów niemieckich naprawdę są piękne.
    Wszystkiego dobrego w nowym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, w większości to błąd ludzki. A dworce mają magię, da się je lubić. Dobrego.

      Usuń
  19. Mam sentyment do kolei, szkoda, że wiele miejsc uległo zniszczeniu...może jeszcze nie wszystko stracone...

    OdpowiedzUsuń
  20. EMERYT7/1/16

    kto pozwolił by transport szynowy na tych terenach ulegl ogołoceniu. Nigdy tego się już nie odbuduje a było pieknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie ekonomia, ale akurat Lidzbark nie miał bezpośredniego połączenia z Olsztynem, należało przesiąść się w Czerwonce, więc było łatwiej.

      Usuń
  21. miłośnicy_kolei19/11/16

    I coś z okolicy o innej katastrofie kolejowej.
    Katastrofa kolejowa wydarzyła się 3 lipca 1967 o godz. 13.13 między Działdowem a Nidzicą, w okolicach Sarnowa, na trasie Warszawa-Ełk. Wykoleiły się ostatnie cztery wagony pociągu.
    Śmierć poniosło 7 osób (4 kobiety, jeden mężczyzna i dwoje dzieci: 4-letni chłopiec i 13-letnia dziewczynka), 47 zostało rannych - w tym 5 ciężko. Wśród rannych był także ks. Marian Jaworski[1] (późniejszy arcybiskup metropolita Lwowa obrządku łacińskiego i kardynał), który stracił w tym wypadku dłoń.
    Winą za tę tragedię obarczono robotników torowych, a ich brygadzistę (toromistrza, który będąc pod wpływem alkoholu nie nadzorował należycie prac) skazano na 7 lat więzienia.

    OdpowiedzUsuń