Olsztyn w czasach zarazy lub koronawirus w wielkim mieście

Nie ma zmiłuj się. Z psem należy wyjść na spacer. A przy okazji warto sfotografować wyludnione miasto. Olsztyn w czasach epidemii koronawirusa wygląda przerażająco, tak zapewne, jak i inne polskie miasta. Piękny zachód, wiosenna temperatura i cogodzinne komunikaty prezentowane przez megafony. Trochę, jak w czasach wojny. Przerażająca atmosfera. Boję się tego, co będzie, boję się powrotu do rzeczywistości.
















Udostępnij:

9 komentarzy :

  1. Och ! Jak tam ładnie !!! Chciałoby się pojechać i pozwiedzać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście całkiem puste ulice.
    U nas czasem można jeszcze kogoś spotkać, i nie są to pojedyncze osoby.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne miasto ale takie spokojne

    OdpowiedzUsuń
  5. Bywam w Olsztynie raz, dwa razy w roku, choćby w jakimś markecie albo służbowo. Ostatnimi laty zdarzało się nam trochę pozwiedzać i powłóczyć się. Rzeczywiście nie fajne są te zdjęcia pustych ulic i miejsc, które przecież zwykle są bardzo ruchliwe. Ale tak wyglądają teraz wszystkie miasta w kraju i nie tylko. Znajome miejsca miło obejrzeć choćby na fotografiach... przynajmniej na razie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy1/4/20

    pięknie i strasznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo podobają mi się atka na drzwiach garaży. Dawno w Olsztynie nie byłem. Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowia ! No i udanego sezonu turystycznego gdy poradzimy sobie z tym wirusem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy27/3/21

    świetne zdjęcie.
    Tak pogoda jest okropna z czym u mnie wiąże się takie samopoczucie..:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miasto mojego dzieciństwa i wiecznej tęsknoty.
    Wędruję po mieście przenikając w zdjęcia. Idę Prostą (w mojej pamięci wciąż Marchlewskiego) w stronę Starówki i mijam dom, w którym mieszka wciąż mój ukochany brat cioteczny. Póżniej wchodzę w podcienia Starówki i zaglądam do Delikatesów (ciekawe co tam teraz jest?). Och, rzucili przed świętami Mieszankę Wedlowską, a może pomarańcze czy banany - jakie to były wydarzenia. Idę dalej, w końcu wchodzę w Skłodowskiej, pod górę, która wtedy była dla mnie wielka i stroma, skręcam w lewo w Małka Roberta i przed spadkiem ulicy w dół do torów, otwieram bramkę po lewej stronie ulicy i biegnę do babci i dziadka. Stary, poniemiecki dom z wielkim ogrodem zadbanym przed wojną przez poprzednich mieszkańców, a teraz pielęgnowany przez babcię i dziadka. Ogród raj. Tam były najlepsze lata dzieciństwa. Wiem, ze nie ma już domu, nie ma grusz, wiśni, jabłoni, malin, agrestu, porzeczek. Nie ma starej wanny, w której z dziećmi z sąsiedztwa kąpaliśmy się przez całe lato, a babcia codziennie zmieniała wodę, bo wlekliśmy do niej trawę, ziemię, liście, co tylko do gołych stóp się przykleiło. W miejscu mojego raju od wielu lat stoi szkoła - wiem, ze potrzebna ale żałuję, że kiedyś, po latach ją zobaczyłam. Czasem lepiej nie wracać na stare miejsca.
    Wielkie dziękuję za wszystkie zdjęcia z Olsztyna i Warmii, które dla mnie są źródłem nostalgii i radości.

    OdpowiedzUsuń