czwartek, 30 lipca 2015

Przystanek Mazury / Eskapada na Małgę

O Małdze już pisałem. Zatem bez powtórzeń. Dziś nie łamiemy zakazów, nie wjeżdżamy autem do lasu, nie straszymy zwierzyny w rezerwacie. Odpukać w niemalowane, ja tak nie robię, ale znam kilku cwaniaczków z miodem w uszach. Wsiadamy na rower i pokonujemy ok. 30 km. Trasa okrężna wiedzie przez tereny dawnego poligonu, obecnego rezerwatu, przez wsie Kot - Zimną Wodę - Wały - Małgę - Kot. To mój mazurski żywioł. Zapraszam na najdłuższy post na świecie, jeśli przetrwacie, będę zaszczycony.



Kamienny kościół w Zimnej Wodzie zbudowano w 2004 roku przy wsparciu finansowym myśliwych i leśników. Co 2 lata odbywają się tu wojewódzkie obchody święta św. Huberta. Wnętrze świątyni zdobią poroża, z nich również wykonane są żyrandole. Zimna Woda otoczona jest przez jeziora Czarne, Dłużek, Szewc, Szewczyk, Trzcinowe oraz Omulew.



Dziś w Wałach panuje niezmącona cisza, którą bardzo lubię. Wieś została założona w 1708 r. na miejscu dawnej osady leśnej w ramach osadnictwa szkatułowego. Zachowało się kilka budynków drewnianych z końca XIX w., jedne z najlepiej zachowanych przed-krzyżackich wałów obronnych, później wykorzystywanych podczas wojen ze Szwedami (nazywane są również Wałami Szwedzkimi) oraz cmentarz ewangelicki z zachowanymi napisami gwarą mazurską na nagrobkach.


Wjazdu na teren dawnego poligonu strzegły budki strażnicze. Zlokalizowane są w Wałach i Kocie. Od roku 1954 na tych terenach zaczęło funkcjonować wojsko. Poligon istniał tu do roku 1993 i obejmował ponad 8 tys. hektarów. Na potrzeby armii wybudowano wiele obiektów, osuszono też teren. Smutną pozostałością po komunistycznych rządach jest wieża kościelna w zlikwidowanej wsi Małga. Dziś tereny te włączono do strefy rezerwatu przyrody Małga, który obejmuje zabagniony odcinek doliny Omulwi. Zające żyją tu oczywiście bezstresowo, jak to bywa w rezerwatach, nigdy nie widziały na oczy człowieka. Szczęściarze.




Jeżeli ktoś będzie zwiedzał skansen w Olsztynku to zapewne natknie się na akcent kotowski. Właśnie tam przeniesiono dzwonnicę z początku XX w., która była usytuowana w środku wsi. Używano jej na wypadek pożaru lub do oznajmiania ważnych wydarzeń. W okresie letnim i jesiennym dzwony dzwoniły też w każdą sobotę po zachodzie słońca, obwieszczając zakończenie tygodnia roboczego.
Początki wsi Kot datują się na wczesne lata XVII wieku. W XVIII wieku dokumenty określały miejscowość jako produkującą smołę (pracowało tam wtedy pięciu smolarzy). Do roku 1945 wieś nosiła nazwę Omulefofen (niem. Omulewski Piec). We wsi znajdowała się też szkoła, wybudowana prawdopodobnie w latach 90. XIX w. Następnie ulokowano w niej zakład produkujący plastikowe zakrętki. Budynek przetrwał do dziś (ostatnie zdjęcie).

Poligon był wykorzystywany tylko dwa razy w roku - wiosną i jesienią. Ćwiczenia trwały na ogół półtora miesiąca. W cieniu poligonu wcale nie żyło się źle, bo żołnierze to przecież dobrzy ludzie. Przejeżdżając przez pobliskie wsie, częstowali dzieciarnię sucharami, mieszkańcom dawali kawę w kostkach oraz konserwy. A kto w latach 80. jadł ananasy czy banany lub delektował się kiełbasą, właśnie miejscowi, bo przecież generalicji żyło się lepiej. W rejonie nieistniejącej wsi Sadek wzniesiono wieżę obserwacyjną, z której wyżsi rangą wojskowi oglądali poczynania żołnierzy podczas ćwiczeń na poligonie. Do tego liczne polowania na zwierzynę, biesiady, pobyt w pobliskich willach letniskowych. Po likwidacji poligonu pozostały budynki, auta, maszyny. Większość rozszabrowano, dziś nie ma już po wielu śladu.

30 komentarzy

  1. Kompletnie obce mi tereny przedstawiasz więc za każdym razem czytam Twoje posty z wielkim zainteresowaniem. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zając przykuł moją uwagę. Na terenie moich ogrodów można znaleźć takie dzikie zwierzątko. Ta czerwona cegła, oprócz Śląska zachowała się jeszcze na Mazurach. Tu na Zachodzie, poniemieckie domy były raczej tynkowane.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcale taki długi post nie był! ale piękny! miejsca niesamowite i "słychać" ciszę..zające super!
    Czas zatarł ślady ale i tak zmian nie widać. A co do wojska, to pamiętam pogrodzone lasy w tamtym czasie i ośrodek wojskowy Otole przed Rudziskami Pasymskimi. Jak chcieliśmy wynająć domek, to pani recepcjonistka szybko komentowała, że kawy to nie pija a czekoladki tuczą, tak, że do możliwości wynajmu dołączaliśmy buteleczkę a domki były różne, nawet te generalskie....

    OdpowiedzUsuń
  4. Baardzo ciekawe miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  5. EMERYT30/7/15

    Ho byłem kiedyś w tych stronach pamietam te budki wojskowe i
    to ze grzyby zbieralismy dorodne a parking był wlaśnie w Kocie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dotrwałem do końca bezboleśnie, ba - z przyjemnością! Dzięki :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajna wycieczka, a szarak przeuroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czy tak bezstresowo, kiedy ktoś zza trawy czai się z aparatem ;) Fajnie odkryłeś miejsce, muszę je kiedyś odwiedzić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bonjour, les petites maisons de bois aux volets bleus me rappelle les maisons de Sibérie.
    bonne journée
    alixe

    OdpowiedzUsuń
  10. Bonjour, les petites maisons de bois aux volets bleus me rappelle les maisons de Sibérie.
    bonne journée
    alixe

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo denerwują mnie ludzie, którzy nie potrafią się zachować, wstyd!
    Ostatnio taki zając siedział na naszej dróżce dojazdowej i za nic nie chciał z niej zejść :) Za nic miał, że jedziemy samochodem (widocznie wiedział, że i tak mu nic nie zrobimy). Potem stwierdził, że nas odprowadzi i biegł ścieżką, aż w końcu skręcił w pole, a my do domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. krakowianka31/7/15

    super wycieczka,a post nie taki znowu długi...spoko,spoko...;)...no zajac...nu,pagadi...haha, ależ uchwyciłeś te płoche w sumie szaraki...

    OdpowiedzUsuń
  13. Wcale nie taki bardzo długi ten post.
    Spodobał mi sie bardzo kamienny kościół, drewniane domy i zające.
    Pozdrawiam, udanych wakacji :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tęsknię za lasem za zapachem rozgrzanych słońcem sosen, za jeziorem, za niebem pełnym chmur za chwilę cudownie gorącym Lipcowym słońcem i tak na zmianę. Tydzień tylko ale uzdrawiający tydzień, w samym sercu lasu w domu po Lipą. Twoje zdjęcia to taka tęsknota za wędrówką za ciepłem i radością lata. Cudne zajączki i stare chatynki i historia pięknie opowiedziana i zilustrowana. Widać na Twoich zdjęciach umiłowanie tego świata który tak pięknie nas otacza, jeśli tylko umiemy patrzeć sercem. Ciepło pozdrawiam rześkim wieczorem. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękna jest Twoja wycieczka rowerowa i zdjęcia są rewelacyjne.
    A te zające.....boskie.
    Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wcale się nie dziwię, że Twój post jest długi, skoro na każdym kroku napotykałeś na coś, co Cię zaciekawiło.
    Akurat te zające, które sfotografowałeś, mają szczęście, bo zobaczyły pierwszy raz w życiu człowieka, czyli Ciebie;)
    Życzę miłego weekendu i kolejnych wrażeń.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zbyszku zdjęcia jak zawsze cudowne niespotykane po prostu prawdziwe piękna relacja serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ciekawe miejsce, a zając rewelacyjny, miałeś szczęście, że udało Ci się go upolować :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Za ten post należy Ci się wiele nagród. A największa to za te zajączki:-)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo ciekawe miejsce na rowerową wycieczkę. Śliczne zajączki czaiły się na was w trawie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Piękny ten kamienny kościół i przyczajony szarak...., pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Powracają wspomnienia moich pobytów na Mazurach. Jakże podobna architektura, wszystko wydaje się znajome, przyjazne... Dlaczego za komuny tak nie lubiono Mazur i Mazurów? Dlaczego...?
    Piękny post:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Przetrwałam i to z przyjemnością ;-)
    Ciekawa historia. Dobrze, że teren odzyskuje przyroda i zające.
    Pozdrawiam z ciszy Gór Izerskich ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Skup poroża jelenia... ładne zdjęcia :-).

    OdpowiedzUsuń
  25. Oczy masz dookoła głowy! Szacun za ten szósty zmysł i za szaraki, które z natury są bardzo płochliwe. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  26. Z wielką przyjemnością spacerowałam mazurskimi drogami, płynęłam po wyciszonym słoneczną pogodą jeziorze,
    jechałam spoglądając na urokliwe miejsca i ciekawe zabudowania,
    jak dla mnie to i tak za krótko, a szarak pięknie pokazany:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  27. Przypomniały mi się beztroskie wakacje u babci ;) Super fotki. Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  28. Takie odludzie działa terapeutycznie. No bo nie ma nikogo kto by Cię wkur..ł! A taki jelonek czy szaraczek wręcz przeciwnie!!! Pięknie masz U SIEBIE! JESTEM ZACHĘCONA:)))

    OdpowiedzUsuń
  29. Dziękuję za komentarze. Pozdrawiam wakacyjnie :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Anonimowy7/8/15

    yhm....aż strach się bać.

    OdpowiedzUsuń