2 listopada 2018

Stary cmentarz katolicki w Brąswałdzie








Niektórzy mówią, że nas oko łudzi 
I że nic nie ma, tylko się wydaje...
Cz. Miłosz








Figura na grobie matki ks. Walentego Barczewskiego na cmentarzu w Brąswałdzie. Poniżej grób księdza. Walenty Barczewski ur. 10 lutego 1856 r. w Jarotach, zm. 28 maja 1928 r. w Brąswałdzie był księdzem katolickim, działaczem narodowym, etnografem, pisarzem, redaktorem i historykiem. Działał na rzecz wprowadzenia języka polskiego w szkołach i kościołach. Współpracował z pismami: "Nowiny Warmińskie" i "Warmiak". Przewodniczył polskim organizacjom, m.in. stał na czele Warmińskiej Rady Ludowej, był członkiem sejmiku powiatowego w Olsztynie i delegatem na sejmik dzielnicowy do Poznania i jego wicemarszałkiem (1918 r.), marszałkiem Związku Polaków w Prusach Wschodnich, dwukrotnym członkiem sejmiku prowincjonalnego w Królewcu (1921 r., 1924 r.), członkiem komisji ds. liturgii Synodu Diecezji Warmińskiej (1922 r.). Tej zgłosił projekt powołania komisji ds. uregulowania praw polskich katolików w Prusach Wschodnich. Pisał książki o tematyce religijnej, historycznej i etnograficznej, m.in. "Kiermasy na Warmii" (1883 r.), "Geografia polskiej Warmii" (1918 r.).
Barczewski zakładał biblioteki ludowe, wspierał Towarzystwo Czytelni Ludowych. Posiadał własną bibliotekę, w której znajdowały się druki polskie z Warmii. Prowadził lekcje religii w Polsko-Katolickim Towarzystwie Szkolnym na Warmię.
Barczewski został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta w 1922 r.








Brąswałd zawsze był wsią o silnych polskich tradycjach. To tu w czasie zaborów odprawiano nabożeństwa w języku polskim, działała też polska biblioteka. Od 1894 roku proboszczem w Brąswałdzie był ks. Walenty Barczewski (1856–1928), znany polski działacz na Warmii. W okresie międzywojennym we wsi istniało koło Związku Polaków w Niemczech oraz prywatna szkoła polska. W tej warmińskiej wsi urodziła się Maria Zientara-Malewska (1894-1984), poetka i nauczycielka.
Na cmentarzu zachowały się żeliwne krzyże oraz kamienne rzeźby z przełomu XIX i XX wieku. Dwie z nich stoją na grobie ks. Barczewskiego i jego matki.

Zaduszki na Warmii

Święto Zmarłych zwane inaczej Zaduszkami dla każdego Warmiaka i Mazura katolickiego wypadało 1 listopada. Mazurzy ewangeliccy obchodzili je w ostatnią niedzielę listopada. W noc poprzedzającą święto zostawiano w izbie zapaloną świecę i jedzenie, sprzątano i dekorowano groby. W uroczystość Wszystkich Świętych jadano potrawy o czarnym kolorze, jak kaszanka, czernina, kasza gryczana, ciemny chleb.
Cmentarze zakładano w pięknie położonych miejscach, np. na pagórkach z widokiem na jezioro bądź na osadę, którą zamieszkiwał dawniej zmarły. Ma to swoją piękną symbolikę – takie położenie grobu przybliżało zmarłego do świata żywych, do bliskich, którzy wyczekiwali czasu, kiedy znowu będą razem. U ewangelików na krzyżach umieszczano napis „Auf Wiedersehen” (Do zobaczenia). Na cmentarzach wiejskich świat żywych od świata zmarłych oddzielano poprzez sadzenie krzewów z cierniami po wewnętrznej stronie, bądź tworzenie rowów lub wałów ziemnych.

Dawniej na Warmii i Mazurach choroba najczęściej kończyła się śmiercią. Obawiano się piania koguta, wycia psa, pohukiwania sowy czy dziwnych stukotów, które mogły symbolizować nadejście śmierci. Starzy ludzie wierzyli, że śmierć przychodzi przez 3 wieczory z rzędu i za każdym razem stuka do okna lub drzwi, co widzą psy i wyją. W chałupie zasłaniano lustra, aby śmierć nie przeszła na inną osobę. Aby nie niepokoić zmarłego nie wykonywano też wielu prac. Wierzono, że duch zmarłego jest w domu do dnia pogrzebu. Ciało zmarłego myto, a wodę wylewano w miejsce, gdzie nikt nie chodził. Po uczesaniu wyrzucano grzebień. Ubierano zmarłego, na pierś kładziono śpiewnik.  Następnie śpiewano pieśni i modlono się aż do pogrzebu. Ciało zmarłego leżało w trumnie w chałupie w największej izbie, skierowane było nogami do drzwi. Przychodzili ludzie ze wsi, aby modlić się z rodziną zmarłego. Na Warmii ksiądz przychodził do domu i kropił wodą święconą zwłoki. Dopiero wówczas zamykano trumnę i niesiono do kościoła na mszę. Po mszy wędrowano na cmentarz wraz z księdzem. Po pogrzebie rodzina zapraszała na stypę zwaną też cermem. Żałoba nie trwała długo, ponieważ uważano, że zakłóca to spokój zmarłych.

5 komentarzy

  1. W tych starych wierzeniach była jakaś magia.
    Stare cmentarze mają duszę.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewa Szubert4/11/18

    Zbyszku, piszesz o rejonach, do których nigdy nie dotarłam w swoich rozlicznych "letnich wałęsach" po kraju. Jeździłam zawsze bardziej do ludzi niż do miejsc, a ponieważ ani na Warmii, ani na Mazurach nikogo nie znałam, więc nie dojechałam tam :)

    Teraz - dzięki Tobie - uzupełniałam braki. Dziękuję :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy7/11/18

    Obejrzałam i zaciekawiło mnie to bardzo. Zadumałam się chwilkę...Skąd taki pomysł na bloga?

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj
    Cieszę się, że znowu napisałeś parę słów do mnie. Od razu zrobiło się cieplej na duszy, bo pierwsza połowa listopada, to nie tylko Święto Wszystkich Świętych i Zaduszki, ale to też czas smutnych rocznic. Dlatego teraz moje myśli uciekają w przeszłość. Niestety ten listopadowy nastrój ma na mnie duży wpływ. Trudno mi znowu twardo stanąć na ziemi.
    Pewnie gdybym miała rodzinę, to nie miałabym czasu na rozpamiętywanie tego wszystkiego. Staram się wynajdować sobie zajęcia, zresztą nie mam aż tak dużo wolnego czasu.
    Ale dam radę…. Życie musi toczyć się dalej, a i listopad może być też piękny. Nie musi być cały czas osnuty mgiełką nostalgii
    Dlatego dziękuję, że czasem o mnie pamiętasz i za pomocą ciepłych słów odganiasz smuteczki snujące się dookoła.
    Z całego serca życzę Tobie wiele wytrwałości, siły na codzienne szare dni, które niedługo nadejdą.
    Może niektóre z nich rozbłysną kolorami tęczy.
    Pozdrawiam snującymi się nostalgiami

    OdpowiedzUsuń
  5. To może się przyłączysz?
    https://www.facebook.com/groups/2184712821746852/

    OdpowiedzUsuń