poniedziałek, 30 września 2013

Jesień w Stoczku

Jesień w Stoczku
Pory roku istnieją po to, by nigdy się nie znudzić, dlatego tak szybko o nich zapominamy. W krótkim czasie zacierają się rysy ostatniego sezonu i kolejna jesień będzie równie olśniewająca, co ostatnia.
Taras Prochaśko, Spalone lato
O tej porze roku Warmia oddycha spokojem i błogą ciszą. Jak to mówią moi sąsiedzi, nikt obcy nie kręci się wokół zagrody i nie puka do drzwi. Turyści zniknęli z leśnych ścieżek, łódki przycumowały do brzegu, a na polach słychać juz ostatnie odgłosy traktorów. Grzybiarzy nieco mniej niż w tamtym roku, pewnie z racji plotki, że grzybów nigdzie nie uświadczysz. Osobiście się z tym nie zgadzam, no, ale niech już im będzie. 
Jesień zasypuje Warmię owocami. Soczyste maliny, słodkie winogrona, wspaniałe śliwki i jabłka. I moje ulubione jesienne pomidorki. Pełna paleta barw oraz smaków.
Powyżej olsztyński wschód by 6:22, a niżej wiejskie detale ze Stoczka Klasztornego. I cieszy mnie, że wieś przestała być wreszcie passe. Wartą ją hołubić za wszelką cenę, w każdej wolnej chwili. Polecam.
 Wszystkie dorodne i zdrowe. A wyszedłem tylko z psem na spacer koło domu.

wtorek, 24 września 2013

Gietrzwałd i lokacje Kopernika Warmiaka

Gietrzwałd i lokacje Kopernika Warmiaka
Z reguły jesień zaczynam od pobytu w Gietrzwałdzie. Tak jest i w tym roku. Mgły, poranne bicie dzwonów, soczysto-zielone pola i zimne krople rosy, które moczą łapy biegnącym gdzieś w oddali psom. A za rogiem czuć już wspaniały zapach, rześki i mokry, okraszony opadłymi jabłkami, orzechami, pieczonymi ziemniakami oraz dymem z wiejskich kominów. Po raz pierwszy czekam na jesień, na spokój i odpoczynek, który z nią nadejdzie. Zacznie się też melancholia oraz myślenie o przeszłości. Wspominanie tych, którzy odeszli i rodzinne opowieści przy kominku w długie wieczory... Nadchodzi czas by się zatrzymać.
Sanktuarium Maryjne w Gietrzwałdzie
Chałupa z XIX wieku zbudowana z belek drewnianych na zrąb w jaskółczy ogon. Dach dwuspadowy kryty dachówką, szczyt w części górnej o konstrukcji szachulcowej. Podmurówka wykonana jest z cegły. To jedna z kilku zabytkowych chałup warmińskich.
Aleja prowadząca do źródełka i fakty - wiadomo, Kopernik był Warmiakiem. Na Warmii spędził 40 lat. Najdłużej, bo łącznie aż 29 lat mieszkał we Fromborku. Do tego należy dodać siedem lat w Lidzbarku Warmińskim oraz ponad cztery na olsztyńskim zamku (1516-1519, 1520-1521). I co na to Toruń? W zbiorach archiwum Kapituły Warmińskiej we Fromborku znajduje się autentyczny rękopis wielkiego uczonego - tzw. Locationes mansorum desertorum („Lokacje Łanów Opuszczonych”). Zapisy dotyczyły transakcji majątkowych chłopów, przede wszystkim osadzania ludności na opuszczonych gruntach. Kopernik został administratorem dóbr kapituły 8 listopada 1516 r. Podróżował po Warmii bardzo intensywnie, często zimą i wczesną wiosną, odbywając łącznie 71 podróży. Na Warmii założył: Bartąg, Brąswałd, Dywity, Gietrzwałd, Gryźliny, Gutkowo, Jaroty, Jonkowo, Kieźliny, Klebark Mały i Wielki, Kumajny, Likusy, Linowo, Lubiankę, Łajsy, Łoźnik, Ługwałd, Łupstych, Mątki, Miłkowo, Myki, Naglady, Naterki, Osetnik, Pełty, Pistki, Pluski, Porbady, Radziejewo, Redykajny, Skajboty, Słupy, Spręcowo, Stare Kawkowo, Stękiny, Sząbruk, Tomaszkowo, Wołowno, Wopy, Wójtowo, Zalbki. Począwszy od drugiej połowy XIII w. kapituła była właścicielem dóbr ziemskich obejmujących trzecią część całego obszaru Warmii. Miała zatem wszelkie prawa do dysponowania ziemią. Od końca XIII w. lokowała na swych gruntach osadników, głównie chłopów, zakładając wsie czynszowe. Było to trudne zadanie, wymagające ogromnej pracowitości i swoistego zmysłu menedżerskiego. Te cechy posiadał Mikołaj Kopernik.

Gietrzwałd to gminna wieś na Warmii, kilkanaście kilometrów od Olsztyna, znana w całym kraju z objawień Matki Boskiej, oficjalnie uznanych przez Kościół Katolicki.
Objawienia gietrzwałdzkie miały miejsce od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. Głównymi wizjonerkami były: trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska. Matka Boska ukazała się przed kościołem i przemówiła do dzieci po polsku. Był to wyraźny znak dla Warmiaków. „Skoro Przenajświętsza Panienka przemówiła do dzieci warmińskich po polsku to grzechem jest jeśli ktokolwiek języka ojczystego jako daru Bożego się wyrzeka!” - mówili mieszkańcy żyjący pod zaborami. W ten sposób Warmia oparła się germanizacji.

czwartek, 19 września 2013

Mr. Ser

Mr. Ser
Pisałem już o piwie, dziś na tapetę bierzemy ser. A wszystko z racji Ogólnopolskiego Święta Sera i Festiwalu Serów i Twarogów Polskiego Mleczarstwa, który miał miejsce w miniony weekend w olsztyńskim Hotelu Omega. Lubicie? Dla mnie nie ma Czech bez smażonego sera z bramborami, Litwy bez wspaniałych batoników serowych czy Szwajcarii bez fondue. W Polsce uwielbiam ser pod każdą postacią, białą lub żółtą, w zupie lub na patelni, na kanapce z pomidorem i bazylią, jako sernik, a nawet, jak pisał Maciej Kuroń w książce pt. Kuchnia Polska. Kuchnia Rzeczypospolitej Wielu Narodów, ten śmierdzący z kminkiem, czyli zgliwiały.
(...) W czasach mojej młodości w domu stało zawsze mleko na zsiadłe i biały ser na zgliwek. Jak zsiadłego mleka było za dużo, robiło się ser, a jak sera było za dużo – robiło się zgliwek. Topienie zgliwiałego sera w moim rodzinnym domu to cała historia. Czynność tę można było wykonywać tylko rano, przy zamkniętych na cztery spusty drzwiach wejściowych, choć na co dzień były stale otwarte. Trzeba było uprzedzić babcię, która zamykała się w sypialni, z wyrazem dyskretnej niechęci na twarzy. Tym, którzy nigdy nie topili zgliwka, wyjaśniam, że w trakcie tej czynności rozchodzi się zapach, jak to określał mój dziadek: „Jakby pierun w publiczny prewet strzelił”. Pamiętam, że w dzieciństwie złamałem niepisany rodzinny kodeks i w czasie kiedy dziadek smażył zgliwka, wpuściłem do domu listonosza. Babcia, gdy się o tym dowiedziała, jęknęła: „I co sobie ten człowiek o nas pomyśli”. (...) 
Zapach zapachem, ale to smak mojego dzieciństwa. 
Wybrano twarogowego i serowego króla, prezentowano różne potrawy z dodatkiem sera, odbył się pokaz technologiczno-laboratoryjny, w którym produkowano ser i masło oraz wtajemniczano najmłodszych w arkana mleczarstwa. Chętnie przeniósłbym taką imprezę na olsztyński zamek, ale i wodna sceneria nie była zła. Zabrakło mi lokalnych producentów, np. Warmii z Lidzbarka Warmińskiego czy ICC z Pasłęka.
Zaopatrzyłem się w kilka gatunków sera, nawet w ten kozi i to z niego postanowiłem zrobić aromatyzowany czosnkiem i kolorowym pieprzem ser w oliwie. Polecam. 
Składniki: 200g miękkiego sera koziego, 1 łyżka ziarenek kolorowego pieprzu, 2-4 gałązki świeżego tymianku lub rozmarynu, 2-4 ząbki czosnku, obrane i przekrojone na ćwiartki, kawałek świeżej papryczki chilli, 2 paseczki skórki z cytryny, około 400-500 ml oliwy. Wykonanie: Ser pokroić na plasterki lub w kostkę i układać na zmianę z przyprawami w słoiku, następnie dopełnić oliwą, tak aby pokryła całą zawartość. Zamknąć nakrętką i wstawić do lodówki na minimum 3 dni. 
Jezioro Krzywe na deser.

piątek, 13 września 2013

Przystanek Mazury / Kętrzyn, cz. 2

Przystanek Mazury / Kętrzyn, cz. 2
{2}
Wracamy do mazurskiego Kętrzyna. Dziś kościół parafialny pw. św. Jerzego. To najlepiej zachowany kościół obronny na Mazurach zbudowany w latach 1359-1407. W koronie murów umieszczono ganki obronne i wieżę zwieńczoną blankowaniem. Na początku XVI w. świątynia uległa wielkiemu pożarowi, a pod koniec stulecia huragan zerwał dach. Kolejne wielkie pożary strawiły kościół w 1638 i 1700 r. Wiosną 1945 r. na skutek potężnej eksplozji, wywołanej przez Niemców w położonych kilka kilometrów od miasta bunkrach Hitlera zwanych Wilczym Szańcem, w kościele św. Jerzego popękało sklepienie, wypadły niemal wszystkie okna, zaś z dachu posypały się dachówki. W ramach przypomnienia: Przystanek Mazury / Kętrzyn, cz. 1
Panorama miasta z wieży kościelnej
Drzwi od strony absydy i wieża
Po pożarze w 1500 r., podczas odbudowy powstało istniejące i charakterystyczne odchylenie osi kościoła. Prezbiterium nie leży dokładnie na osi nawy środkowej, ze środka nawy głównej są widoczne tylko dwa okna: prawe i środkowe, trzecie jest niewidoczne. W kościele na uwagę zasługują: sklepienia kryształowe z 1515 r. (wykonał je mistrz Matz z Gdańska), XVI-wieczna ambona, organy z 1721 r. (Josue Mosengel twórca organów w Świętej Lipce) były przebudowywane - obecne z 1975 r. mają 43 głosy.
Dom parafialny, budynek dawnego gimnazjum i tablica pamiątkowa. Pisałem już, że pamięć Wojciecha Kętrzyńskiego uczczono, nadając w 1946 r. mazurskiemu miastu Rastembork nazwę Kętrzyn. Wbrew pozorom nazwa ta została nadana omyłkowo, gdyż Kętrzyński urodził się w Giżycku i w wyniku zamieszania w dokumentach, Kętrzyn otrzymał nazwę od nazwiska Kętrzyński, natomiast Giżycko od Gizewiusza. Ot, taka freudowska czynność pomyłkowa.
Kościół św. Jerzego ma tytuł bazyliki mniejszej oraz pełni funkcję kolegiaty. Poniżej zdjęcie z lat 20. minionego wieku.
Z lochami kościoła w Kętrzynie związana jest legenda o skazańcu, któremu objawiła się Matka Boska i poleciła wyrzeźbić swą podobiznę. Kiedy rano krzyżaccy strażnicy zajrzeli do celi więziennej i zobaczyli wyrzeźbioną figurkę, byli bardzo zdumieni. Uznali to za cud i wypuścili więźnia, ten zaś udał się w kierunku Reszla. Po drodze zawiesił figurkę na jednym z mijanych drzew lipowych. Drzewo to dało początek sanktuarium zwanego Świętą Lipką.

niedziela, 8 września 2013

Fara w Ornecie

Fara w Ornecie
Kościół pw. św. Jana Chrzciciela w Ornecie - to gotycka budowla zbudowana w latach 1350 - 1370, z inicjatywy biskupa Hermana z Pragi. Jest ceglaną czteroprzęsłową bazyliką z niewyodrębnioną częścią prezbiterialną i z wieżą od zachodu. W XV w. dobudowano kaplice boczne, które z czasem otrzymały ozdobne szczyty, nadające budowli niezwykle malowniczy wygląd, podkreślony ceramicznym detalem architektonicznym. Wyróżnia się wysokimi, ozdobnymi attykami i fryzem z terakoty, umieszczono w nim maski kobiet i mężczyzn.
Fara to dawne określenie nadawane kościołowi parafialnemu, które nawiązuje do tradycji średniowiecza. To także najstarszy kościół w mieście, główny kościół dekanatu lub, w miastach biskupich, nazwa dla drugiego kościoła po katedrze. Fary budowano najczęściej w bezpośrednim sąsiedztwie rynku, tak też jest w Ornecie.
Kościół znacznie ucierpiał w historii głównie za sprawą wojen i pożarów, lecz mimo to należy do najbardziej interesujących na Warmii. Został zniszczony w czasie wojen krzyżackich w latach 1519-1525. Po zniszczeniach kościół przebudowano i rozbudowano, otrzymał m.in. nowe szczyty i sklepienia. Około 1900 przeprowadzono gruntowny remont kościoła nie zmieniając jednak jego konstrukcji i architektury. We wnętrzu budynku na uwagę zasługują liczne zabytki: ołtarz główny z 1744, żyrandol z 1576, barokowe ołtarze boczne (św. Elżbiety Węgierskiej, św. Katarzyny Aleksandryjskiej, Serca Pana Jezusa), ambona z 1744. Liczne są ołtarze umieszczone przy filarach: ołtarz NMP Różańcowej z 1761 roku, ołtarz św Józefa. Wewnątrz znajduje się również gotycki krzyż z XV wieku oraz mosiężny lawaterz. Znajdują się też gotyckie malowidła ścienne (m.in. Koronacja Marii z końca XIV w.), a ponadto liczne malowidła z XV w.

Cerkiew pw. św. Mikołaja w Ornecie. To były kościół ewangelicki wybudowany w latach 1829-1830 w stylu późnoklasycystycznym. Wieża pochodzi z lat 1905-1906.
Kapliczka warmińska w Ornecie, ul. 1 Maja.
Zwiedzanie Ornety to przede wszystkim zwiedzanie wspaniałych detali. Szczególnie urocze są orneckie rzygacze na farze oraz te znajdujące się w rynku. Warto policzyć też ilość ozdobnej terakoty na murach kościoła, może już ktoś policzył? Ratusz natomiast skrywa najstarszy dzwon na Warmii - niebanalna data - 1384. Do tego piękne kamienice, czerwień średniowiecznych murów i brukowane drogi.

PS.
W Ornecie kręcone były dwie sesje zdjęć - zimowa i letnia do filmu Papusza w reżyserii Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze. Na podwórzu przy ulicy Kościelnej ekipa budowlana postawiła mury otaczające podwórko, bramy oraz wybudowała imitacje budynków, które posłużyły za tło przy kręceniu zdjęć. W jednym z mieszkań przylegającej do podwórka kamienicy również nakręcono sceny filmu.  
Papusza to autorska biografia pierwszej romskiej poetki Bronisławy Wajs, ukazana przez pryzmat relacji z polskim poetą Jerzym Ficowskim, który odkrył jej wybitny talent i zachęcił do zapisywania wierszy. Papusza została przez to odrzucona i potępiona przez swoją społeczność, która była jedynym światem w jakim mogła żyć. Poetka debiutowała wierszem w Nowej Kulturze w 1951. Pierwszym tłumaczem był Julian Tuwim, który doprowadził do publikacji. Po wielu latach wędrówek z taborem od 1954 roku mieszkała w Gorzowie Wielkopolskim. W środowisku romskim spotykała się z niechęcią, ze względu na odstępstwo od tradycyjnej roli kobiety. Szykany, którym była poddana, spowodowały wystąpienie choroby psychicznej i konieczność okresowego leczenia w zakładach psychiatrycznych. Jej niezwykłe wiersze przekładane były na języki: niemiecki, angielski, francuski, hiszpański, szwedzki, włoski. Zmarła w 1987 roku. 
Opowieść o życiu romskiej poetki, w całości czarno-biała, wystartowała w konkursie głównym 48. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach. Była to światowa prapremiera obrazu.
Fot. K. Ptak

wtorek, 3 września 2013

Balonowy Olsztyn i o historii sterowców w Dywitach

Balonowy Olsztyn i o historii sterowców w Dywitach
Czasami warto wstać o świcie i wyjrzeć przez okno. W miniony weekend w Olsztynie odbywała się szósta edycja Mazurskich Międzynarodowych Zawodów Balonowych. 19 września 1783 w Wersalu odbył się pierwszy załogowy lot balonem. Bracia Montgolfier wraz ze szwajcarskim fizykiem Ami Argandem zbudowali balon na gorące powietrze, na pokładzie którego znalazły się baran, kogut i kaczka. Po tej próbie rozpoczęły się loty z udziałem ludzi.
Z Olsztyna przenosimy się do Dywit. W tym roku mija 100 lat od czasu, gdy Niemcy między rzekami Łyną a Wadąg, na obszarze 111 hektarów, zaczęli budować jedno z największych na terenie Prus Wschodnich lądowisk sterowców. W tle kościół pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza oraz słoń na szczęście.
W kwietniu 1913 r. władze Olsztyna dla potrzeb niemieckiej armii zakupiły od miejscowego gospodarza teren pod budowę bazy wojskowych sterowców w Dywitach. Największym elementem lądowiska była ogromna hala o wysokości 35 m szerokości 44 m i długości 192 m.
Obok hangaru znajdowały się magazyny, w których przechowywano wiele materiałów eksploatacyjnych oraz części zamiennych do sterowców jak również do taboru naziemnego. Składowano też butle ze sprężonym wodorem, który w zeppelinach służył jako gaz nożny, zapasy paliw do silników spalinowych sterowców, jak również wszelkich innych pojazdów i maszyn pracujących w jednostce. Lądowisko posiadało własną siłownię generatorów elektrycznych, kotłownię, magazyny amunicji i bomb, radiostację oraz kilka studni.
Ponadto od 1 sierpnia 1914 roku w Dywitach zaczęła pracować pierwsza stacja meteorologiczna z wysokim masztem na którym powiewał wskaźnik kierunku wiatru.
Główna hala lądowiska była dobrze doświetlona światłem dziennym, a po zmroku lampami elektrycznymi. Dodatkowo do dyspozycji obsługi było kilka przenośnych szperaczy naziemnych używanych do oświetlania maszyn operujących podczas startu i lądowania po zmroku.
W hali umieszczone były 3 dystrybutory do tankowania statków powietrznych paliwem. Wewnątrz hali po obu bokach znajdowały się schody prowadzące do pomostów z których obsługa miała dostęp do zeppelinów z wysokości.
Wspomniana hala miała wysokość 35 m, szerokość 44 m i pierwotną długość 188 m, rozbudowaną później do 192 m. Do budowy samej konstrukcji zużyto 100 ton stali. Te olbrzymie gabaryty pozwalały na swobodne wprowadzenie i wyprowadzenie sterowca, zainstalowanie dystrybutorów paliwowych czy wysokich pomostów, umożliwiających mechanikom dostęp z góry. Po obu stronach hangaru znajdowały się torowiska służące do transportu tych statków powietrznych oraz dwa mierzące ok. 500 m place manewrowe.
Stopy do cumowania sterowców. W sumie w Dywitach były 24 punkty kotwicze.
Sterowce ściągano w dół i cumowano za pomocą lin przeplatanych przez stalowe obręcze, umieszczone w żelbetonowych blokach znajdujących się na placach manewrowych.
Zachowane fragmenty torowiska do hangaru sterowców
Po przegranej wojnie Niemcy zlikwidowali lądowisko. Rozebrano wszystkie budynki, hangar, pozostawiając kotwy i elementy torowiska. Dziś znajduje się tu ścieżka historyczno-dydaktyczna.
Polecam wycieczkę zieloną trasą rowerową prowadzącą do Dywit przez Las Miejski, nieopodal znajduje się też urokliwy zakątek elektrowni na Łynie, ale o tym następnym razem. Przypominam też wpis Warmińskie zakątki gminy Dywity.